Specjalizujemy się w hodowli tui (różne odmiany) oraz krzewów...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
5 listopada 2008
Czarny wieczór kibiców siatkówki
Tego nie mogliśmy sobie wyśnić w najgorszym koszmarze.
To, co zobaczyliśmy dziś w transmisji z Perugii kibiców w Pile przyprawiło o wściekłość. Kilka minut po zakończeniu meczu na redakcyjny adres Życia Piły przyszedł mail, w którym kibic, nie przebierając w słowach, w jednym, krótkim zdaniu ocenił stan, w jakim - według niego - znajduje się drużyna Farmutilu. Ta wiadomość, poza znakami przestankowymi, nie nadaje się do zacytowania, jednak w pełni oddaje emocje, jakie zafundowały nam dziś siatkarki.
Po wspaniałych dwóch pierwszych setach, w których było widać mrówczą pracę, wiele serca i walkę o każdą piłkę. Aż chciało się oglądać. Brawo za pierwszy set, w których głównym atutem pilskiego zespołu był blok. Brawo za set drugi, w którym do stanu 18:18 był ciągły remis ze wskazaniem na Włoszki. Brawo za wyciągnięcie z tego remisu zwycięstwa w ładnym stylu. Aż chciało się oglądać. Brawo nawet za set trzeci, w którym remis był jeszcze dłużej, bo do 21:21 i dopiero w samej końcówce coś się zacięło, sędzia dopatrzył się dotknięcia siatki, coś w obronie poszło nie tak. Trudno, zdarza się.
I gdyby to coś, co się zacięło, odblokowało się w czwartym secie, byłoby OK. Tymczasem Jerzy Matlak drugi czas wykorzystał już przy stanie 6:1, a Pilanki traciły punkty seriami. Najdłuższa z nich to 9 punktów z rzędu - między pierwszą i drugą przerwą techniczną nie padł ani jeden punkt dla Piły i szybko z 8:3 zrobiło się 16:3. Cały set padł łupem Sirio Perugia, którego zawodniczki zaczęły grać jak nakręcone.
I kiedy wydawało się, że w przerwie przed tie-breakiem Farmutil przeszedł twardy reset, bo znowu grał jak nakręcony, zdobywając punkty seriami (najdłuższa to 6 punktów, w tym 2 asy Agnieszki Kosmatki), stało się… No właśnie, nie wiadomo co się stało.7 punktów z rzędu, gdy na zagrywce stanęła Lucia Crisanti i z bezpiecznego 5:11 zrobiło się 12:11. Potem jeszcze 3 punkty Farmutilu, piłka meczowa przy 12:14 i… trzy stracone punkty, 15:14, zaraz potem 15:15 po ataku Agnieszki Kosmatki z lewego skrzydła. Ale włoska drużyna nie pozwoliła sobie na dekoncentrację i dokończyła to, co zaczęła. Najzwyczajniej w świecie włoski walec przejechał po Farmutilu zostawiając kibicom wrażenia, których długo nie zapomną. Niestety, dla kibiców w Pile nie są to wrażenia miłe, bo nikt nie przewidział, że widowisko, które zaczęło się tak dobrze, może zakończyć się tak smutno.
Pół biedy, gdyby tylko o smutek chodziło. Przegraną do zera przypuszczalnie łatwiej byłoby przełknąć niż przegraną po fatalnym meczu, który zobaczyliśmy. Jedno jest pewne. Drużyna z Perugii w pełni na swoje zwycięstwo zapracowała wierząc w nie do końca i walcząc o każdą piłkę, nawet w - mogłoby się wydawać - tie-breaku nie-do-wygrania.
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.