Rozmowa z Jerzym Matlakiem o tym, jaki jest prywatnie (rozmowa przeprowadzona w niedzielę, 18 stycznia).
- Jakbym mówił, że piszę książki i pracę doktorską, kłamałbym. Po prostu lenię się. Jak każdy z nas - mówi Jerzy Matlak. Fot. Marcin Maziarz
Czy Jerzy Matlak prywatnie jest podobny do tego w trakcie nerwowego meczu?
- Proszę zapytać mojej żony. Zrobiono ze mnie w mediach demona. Jak człowiek czyta czy ogląda, to musi pytać „czy to naprawdę ja?”. Moja ekspresja w czasie meczu jest przyczyną różnego rodzaju nieporozumień. Proszę sobie zadać pytanie, czy te dziewczyny, które ze mną trenują, a niektóre trenują już kilkanaście lat, pozwoliłyby sobie pracować z wariatem? I czy one nie zgłaszałyby sprzeciwu, że jakiś szaleniec naokoło nich biega? Ja po prostu często w trakcie meczu wyglądam jak - słychać takie opinie - kłębek nerwów, że jestem człowiekiem, który ciągle kogoś opieprza, który ciągle się czegoś domaga, który bez przerwy jest niezadowolony. Na końcu można dodać: „i który ciągle ma wyniki”. Jeżeli tak to wszystko wygląda, to pewnie tak ma być. Jakbym godził się na wszystko: na złą grę zawodniczek, na robienie różnych głupot na boisku, na brak chęci do walki z zespołami, które - wydaje się - są poza ich zasięgiem, to tak by było. Tak było na przykład trzy dni temu w Odincowie, tak było kiedyś w Cannes. Teoretycznie nie mieliśmy żadnych szans, a wygrywaliśmy. To może dlatego, że taki jestem.
Jerzy Matlak, nawet jak ma mówić o sobie, to mówi o zawodniczkach. To tez coś mówi.
- To wszystko jest związane. Śmiałem się wczoraj w autobusie, jak dziewczyny dostały szampana po tej nominacji, że mogę im podziękować, że mnie z Piły wypychają. Ale to było żartobliwe. Natomiast nasze życie - i moje i żony - jest związane z zespołem. W związku z tym zawodniczki są integralną częścią wszystkiego, co wspólnie robimy. Natomiast, kiedy kończą się rozgrywki i kiedy mamy trochę wolnego, wtedy jestem tak zwany normalny: chętny do wypoczynku, do wyjazdu, do różnych innych zajęć, na które nie ma czasu akurat, kiedy jest sezon ligowy. Teraz wolnego czasu w ogóle już mieć nie będziemy. Zawsze było tak, że jak się kończyły rozgrywki, znajdował się moment, że mogliśmy gdzieś jechać. Teraz - wygląda na to - będzie ciężko.
A jeździć pan lubi do ciepłych krajów…
- Kto z nas nie lubi? Jak kogoś w którymś momencie życia stać na to, to każdy wolałby pojechać, niż siedzieć w Pile na Płotkach. Oczywiście nie mam nic do Płotek. Każdy chętnie wyjeżdża i potem chętnie wraca do domu, tym bardziej przy moim trybie życia. Jak tydzień temu wyjechałem do Moskwy, to wróciłem dzisiaj rano. Po drodze zwiedziłem i Moskwę i Berlin i Wrocław, tyle że zamiast we Wrocławiu, wylądowałem w Twardogórze, a zamiast w Moskwie, wylądowałem w Odincowie. I tyle z tego było, że byliśmy w wielkich miastach, a widzieliśmy tylko hale i przedmieścia.
A jak już jest pan w domu to sięga pan po książkę, czy po film?
- Sięgam po wszystko, co jest dostępne, chociaż najbardziej cieszę się z tego, że jestem w domu i robię to samo, co każdy z nas, bo za chwilę jest kolejny wyjazd. Nie powiem, że uprawiam ogródek albo łowię ryby, bo to byłaby nieprawda. Najlepiej odpoczywam biernie. Po prostu siądę, pooglądam coś, poczytam. Wiem, że jutro czy pojutrze znowu jest wyjazd i nie stać mnie na nic wielkiego - żeby nagle uprawiać jogging, biegać, pływać i robić coś jeszcze, bo jestem ledwo żywy po tym wszystkim, co robię zawodowo. To jest bardzo wielki wysiłek fizyczny - szczególnie wszystkie wyjazdy, które trwają często po 10 - 15 godzin. Mimo tego, że podróżujemy samolotami, to człowiek przyjeżdża taki wypompowany, ��e jakbym zaczął mówić, że piszę książki i pracę doktorską, to może wzmacniałbym swój wizerunek intelektualny, ale ten obraz nie byłby prawdziwy. Po prostu lenię się, tak jak każdy z nas.Kup, sprzedaj, zamień, znajdź lub daj pracę - ogłoszenia drobne w Życiu Piły »
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.