Taką rewelację przynosi dzisiejsza Rzeczpospolita. Za dwoma artykułami w należącym do Jerzego Urbana Tygodniku „Nie”, zarówno według samego Tygodnika, jak i dziennikarzy Rzeczpospolitej, ma stać jeden z dziennikarzy Tygodnika Nowego, a pośrednio - były senator i jego żona.
W dwóch artykułach, które ukazały się w „Nie” na przełomie stycznia i lutego, były już Minister Sprawiedliwości, Zbigniew Ćwiąkalski, został oskarżony o utrzymywanie nieformalnych kontaktów ze swoim byłym klientem oraz przyjmowanie od niego i jego żony korzyści majątkowych. Jak pisze Rzeczpospolita, tygodnik Urbana został wykorzystany do zemsty na Zbigniewie Ćwiąkalskim. „Ćwiąkalski, zanim objął to stanowisko, był adwokatem Stokłosy. Były senator usłyszał 21 zarzutów, głównie dotyczących wręczania łapówek za korzystne decyzje podatkowe. Wizyta na imieninach mogła więc być odebrana jako sytuacja konfliktu interesów i rzucić cień na niezależność szefa resortu” - czytamy w Rzeczpospolitej.
Marek Paprykarz to pseudonim osoby podpisanej jako współautor pierwszego artykułu, który w „Nie” ukazał się 29 stycznia. Jerzy Urban twierdzi, że jest to „zawodowy dziennikarz i lokalny działacz pełniący funkcje wybieralne”. Rzeczpospolita idzie dalej: „Według ustaleń „Rz” „Marek Paprykarz” to dziennikarz piszący do „Tygodnika Nowego”, pisma należącego do Stokłosów, były radny powiatu pilskiego. Od ośmiu lat pisał też do „Nie”. Nigdy nie przyłapano go na kłamstwie.” Sam zainteresowany stanowczo zaprzecza rewelacjom dziennika.
„Nie” zapowiada, że do źródła prowokacji ma dotrzeć detektyw, którego wynajął tygodnik, choć wicenaczelny pisma, Andrzej Rozenek, już dziś mówi dużo więcej: – Nasze ustalenia prowadzą do Anny Stokłosy, bo „dowody” pochodziły od pracowników Stokłosów. Według nas chodziło o to, by naszymi rękami zniszczyć Ćwiąkalskiego - cytuje go Rzeczpospolita.
Winę za podanie nieprawdziwych informacji ponosi także dziennikarka tygodnika, Barbara Dunat, która nie sprawdziła, że 17 stycznia Zbigniew Ćwiąkalski był w Zakopanem. Dunat uwierzyła dowodom przedstawionym przez „Paprykarza”. Były to oświadczenia trzech pracowników firmy Stokłosów i nagranie głosu kelnerki. Wszyscy mieli pracować przy obsłudze przyjęcia. – Dziś podejrzewamy, że osoby te zostały do tego zmuszone. Są uzależnione od Stokłosów, pracują dla nich - Rzeczpospolita cytuje zastępcę naczelnego „Nie”.
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.