Zatrudnię osobę (najchętniej uczącą się) do pracy w sklepie motocyklowym.
Mile...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
31 sierpnia 2009
Na peronie cichosza
Od 1 września na dworcu w Pile jesteś zdany na siebie. Nie licz na to, że o opóźnieniu pociągu dowiesz się z megafonu. O bezpieczeństwo też dbasz sam. Przewozy Regionalne likwidują funkcję dyżurnego ruchu.
Od wtorku pasażerowie na pilskim dworcu będą zdani na siebie. Fot. Marcin Maziarz
Najpierw dobrze znane „ding, dong”, a zaraz po nim: „Pociąg pospieszny Doker spółki PKP Intercity z Kołobrzegu do Katowic przez Nakło, Bydgoszcz, Toruń, Kutno, Częstochowę wjedzie na tor czwarty przy peronie drugim. Planowy odjazd o godzinie 12.54”. Wyobrażasz sobie pilski dworzec kolejowy bez takiej oczywistości, jak zapowiedzi megafonowe czy dyżurny dający znak do odjazdu składu? Od jutra będziesz musiał. Zakład Przewozów Regionalnych w Poznaniu w ramach oszczędności 1 września likwiduje na pilskim dworcu funkcję dyżurnego ruchu.
O tym, że we wtorek ich stanowiska zostaną zlikwidowane, dyżurni z pilskiego dworca dowiedzieli się w ubiegłym tygodniu. Znajdująca się na peronie 3 budka dyżurnych ruchu zostanie zamknięta 1 września o 6 rano. Wtedy zakończy się ostatnia służba dyżurnego peronowego na pilskim dworcu. Jak można przeczytać w piśmie, które otrzymali dyżurni, „obowiązki dyżurnego posterunku nie zostają nigdzie powierzone”.
W Pile zostaną tylko dyżurni Polskich Linii Kolejowych. Mają jednak zupełnie inne zadania niż dyżurni peronowi. Pracują na nastawniach, skąd kierują ruchem pociągów. Nie mają żadnego kontaktu z pasażerami. Na peronach są co prawda zainstalowane kamery, dyżurni mają podgląd na to, co dzieje się na dworcu, nie będą mieli jednak szansy, by w razie potrzeby interweniować. - Pociągi w kierunku Poznania odjeżdżają z toru ósmego - mówi Ewa Stefanowicz, starszy dyżurny ruchu z pilskiego dworca. - To tor na łuku. Kierownik w pierwszym wagonie, konduktor gdzieś w środku, a ostatni wagon to wagon dwunasty czy piętnasty. Nie ma możliwości, żeby z pierwszego wagonu widzieć podróżnego, który wyskakuje lub wskakuje, co jest codziennością. Codziennie zatrzymujemy pociągi, upominamy podróżnych, żeby nie wskakiwali, nie wyskakiwali. Chodzi o bezpieczeństwo.
Trzy dyżurne z peronu 3. Od lewej: Ewa Stefanowicz, Elżbieta Bartkowska i Aleksandra Kosno. Fot. Marcin Maziarz
Ale wydawanie sygnałów do odjazdu i komunikaty megafonowe o przyjazdach i odjazdach, to tylko najbardziej widoczna dla pasażerów część obowiązków dyżurnego peronowego. W piątek, kiedy rozmawialiśmy z pilskimi dyżurnymi, akurat zepsuł się szynobus i jadący do Wałcza pasażerowie korzystali z komunikacji zastępczej, a poruszający się na wózku mężczyzna potrzebował pomocy, by wsiąść do pociągu. Pasażerowie o komunikacji zastępczej i o tym, gdzie się udać, by z niej skorzystać, dowiedzieli się z komunikatów megafonowych. Rodzina mężczyzny na wózku tylko zgłosiła dyżurnemu, że pociągiem ma jechać osoba niepełnosprawna, by całą resztę załatwiła jedna z miłych pań w mundurze: dobrze wiedziała, gdzie szukać kierownika pociągu, a ten natychmiast wskazał wagon z pustym przedziałem i razem z konduktorem pomógł wnieść wózek do pociągu. We wtorek te dwie sytuacje wyglądałyby już zupełnie inaczej: podróżni o komunikacji zastępczej dowiedzieliby się z wywieszonego gdzieś ogłoszenia, pod warunkiem, że zwróciłoby ich uwagę lub - być może - w kasie przy kupnie biletu. Rodzina mężczyzny na wózku musiałaby radzić sobie sama - przeciętny podróżny raczej nie wie, że o pomoc można zwrócić się do kierownika pociągu, którego najczęściej należy szukać w pierwszym wagonie.
Kiedyś Piła należała do dużych węzłów kolejowych. - Kiedyś - konkluduje Ewa Stefanowicz. - Za chwilę będzie to chyba przystanek osobowy. Trudno będzie mówić „dworzec”.
Co z dyżurnymi z peronu 3? - Proponuje nam się przejście do zespołu drużyn konduktorskich na stanowisko konduktora - mówi Ewa Stefanowicz. - Wszystkie mamy ponad 20 lat pracy. Z wykształcenia jestem technikiem transportu kolejowego. Nie widzę siebie w roli konduktorki. Trzy koleżanki przeszły do Polskich Linii Kolejowych. My, trzy, zostałyśmy tutaj do końca, solidarnie. Zamówimy sobie wieniec na poniedziałek, może zrobimy jakąś stypę, pożegnanie, łza w oku i „do widzenia” - dodaje.
Wtóruje jej Aleksandra Kosno, również starszy dyżurny ruchu: - Być może pójdę do PLK, jeżeli zostanę przyjęta. Była mowa, że do PLK zostanie przyjętych sześć osób z peronów. Tymczasem, kiedy zaniosłam podanie, okazało się, że stoi to pod znakiem zapytania, bo przyjęto inne osoby. Naprawdę nie wiem, co będzie dalej. Razem z koleżankami robiłyśmy badania psychotechniczne na konduktora, ale co będziemy dalej robić - zobaczymy. Nic nie wiemy.
O przyjazdach i odjazdach oraz ewentualnych opóźnieniach pociągów czy komunikacji zastępczej nie usłyszysz z megafonów. Być może stanie się to trochę później niż we wtorek - do czasu szkolenia na konduktorki, dyżurne prawdopodobnie będą przychodzić - jak same mówią - „na megafony”. Fot. Marcin Maziarz
- Nie dostałam żadnej propozycji, tylko skierowanie na badania, na konduktora - to już Elżbieta Bartkowska, starszy dyżurny ruchu. - Nie zgodziłam się na to, nie zrobiłam badań, bo nie widzę siebie jako konduktora. Nie po to kończyłam technikum kolejowe, żeby być konduktorem. Praca konduktora jest moim zdaniem za ciężka dla kobiety.
Dla pań Ewy i Elżbiety to nie pierwsze rozstanie z dworcem. - Dziesięć lat temu zamykałyśmy posterunek w Wałczu. Ze łzami w oczach. Mówiono nam, że tu, w Pile, doczekamy emerytury, bo to taki duży dworzec, sześć peronów, siedem kierunków. Miałyśmy perspektywę na rozwijanie się, a okazało się, że przez tych dziesięć lat tylko się zwinęłyśmy. Jesteśmy bardzo rozżalone, bo dyrekcja rozmawia z nami, jak z małymi dziewczynkami, jakbyśmy tu wczoraj przyszły. Mamy ponad 20 lat pracy i znamy się na tym, co robimy. Można było stworzyć takie stanowisko dyspozytorskie, które opiekowałoby się wszystkimi podróżnymi - nieważne czy z Intercity, czy może w przyszłości z Arrivy, czy może z jakiegoś innego przewoźnika, który prawdopodobnie po nowym roku wejdzie na te tory. Miałybyśmy pracę i wszyscy byliby zadowoleni. Za rok - dwa nikt nie będzie pamiętał, że tu kiedyś byłyśmy. Może dzieci w przedszkolach będą oglądały obrazki, że dyżurne, czerwone czapki, jakieś archaizmy. Dzisiaj nikt się nami nie przejmuje i to nas najbardziej boli.
Zamknięcie posterunku dyżurnych ruchu utrudni pracę także kierownikom pociągów i konduktorom. Mówi kierownik pociągu: - Dyspozytor od nas siedzi tylko od siódmej do piętnastej. W tej chwili nawet go nie ma, bo obsługuje Piłę i Krzyż. U dyżurncyh zawsze były nasze książki, wykazy pracy, radiotelefony. W tej chwili nie wiem, gdzie ma to być. Prawdopodobnie to wszystko będą mieć rewidenci, ale oni też mają swoje zajęcia - muszą wyjść do pociągów i zrobić próby. Jeżeli nie będzie rewidenta, ja będą stał i czekał, aż wróci. Do pracy o czwartej rano przychodzą cztery drużyny. Jeżeli ktoś zaspał - dyżurny wie kto o której godzinie przychodzi, ma numery telefonów do wszystkich i wie co zrobić w takiej sytuacji.
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.