Co ciekawego może być na wysypisku odpadów? Pomysł wpuszczenia na jego teren zwykłych „producentów” śmieci był nowatorski, ale - jak się okazało - pilanie są ciekawi nowinek.
Na wysypisko w Kłodzie rocznie trafia 47 - 50 tys. ton odpadów. Udaje się z nich odzyskać jeszcze 600 ton surowców wtórnych, w tym 300 ton plastiku - głównie butelek po napojach. Fot. Marcin Maziarz
Codziennie na wysypisko w Kłodzie przyjeżdża 20 ciężarówek wypełnionych śmieciami. Każdego dnia trafia tam około 200 - 220 ton odpadów z Piły i okolicznych miejscowości. Między innymi takie ciekawostki można było usłyszeć w czasie dnia otwartego składowiska odpadów komunalnych w Kłodzie.
Pomysł dnia otwartego na wysypisku śmieci wydawał się dość ekscentryczny, być może nawet ekstremalny, ale okazało się, że pilanie - i nie tylko pilanie, o czym za chwilę - są ciekawi nowinek. Z samego rana, zanim jeszcze do Kłody dojechał pierwszy autobus uruchomionej tego dnia specjalnej, bezpłatnej linii komunikacji podmiejskiej, przed bramą składowiska pojawiła się grupa rowerzystów. Wysypisko okazało się kierunkiem na tyle atrakcyjnym, że na bezpłatną linię MZK musiał skierować drugi autobus - jeden nie był w stanie zabrać wszystkich chętnych, głównie młodzież szkolną. Ale nie tylko pilanie chcieli obejrzeć z bliska miejsce, do którego wycieczka chyba nikomu nie przyszła wcześniej do głowy. W grupie, w której oglądaliśmy składowisko, był również pan, który do Kłody przyjechał… ze Szczecina, a o dniu otwartym przeczytał w internecie.
Od początku. Zaraz za niebieską bramą każda śmieciarka jest ważona. Trwa to tylko kilka sekund i zaraz potem samochód rusza na wysypisko. To jeszcze kilkaset metrów od bramy - najpierw asfaltową, a pod górę - betonową drogą. Na górze otwarcie ładowni, wypchnięcie śmieci i można ponownie ruszać w miasto. Przed wyjazdem jeszcze obowiązkowe mycie podwozia. Myjnia jest automatyczna. Wystarczy na nią wjechać i ze wszystkich stron pod dużym ciśnieniem tryska woda. Pracownicy składowiska opowiadają anegdotę o rowerzyście, który kiedyś koniecznie chciał przejechać przez myjnię i tym sposobem zafundował sobie przymusową kąpiel.
- Żeby uciec od opłat środowiskowych, budujemy sortownię odpadów - mówi Tadeusz Walasek, kierownik techniki i logistyki Altvater Piła. Fot. Marcin Maziarz
Ale składowanie to akurat najdroższy i najgorszy dla środowiska sposób utylizacji śmieci. - Opłaty środowiskowe są bardzo wysokie - opowiada Tadeusz Walasek, kierownik techniki i logistyki Altvater Piła. - Żeby od nich uciec, budujemy sortownię odpadów, która będzie gotowa w maju przyszłego roku.
W miejscu, w którym powstanie sortownia, właśnie zostały wykarczowane drzewa. - Inwestycja będzie kosztowała 8,5 mln zł - mówi Józef Myk, dyrektor Miejskiego Zakładu Oczyszczania, Wysypiska w Kłodzie. - Śmieci przywożone do składowiska nie będą wjeżdżać bezpośrednio na kwaterę, a przejdą przez instalację mechanicznej przeróbki odpadów. Tam będą odzyskiwane surowce wtórne, a z części powstanie - to nowość - paliwo do wykorzystania w cementowni. Dopiero to, czego nie da się przerobić ani spalić, będzie wwożone na wysypisko jako balast. Śmieci będzie mniej, w związku z czym wydłuży się okres eksploatacji składowiska.
Czy na wysypisku śmierdzi? Nic z tych rzeczy. Stojąc na dole można zapomnieć, że jest się na składowisku odpadów. Dopiero kiedy zbliżamy się do placu manewrowego na górze, tam gdzie opróżnia się śmieciarki, trochę czuć charakterystyczny zapaszek. Jest on jednak zdecydowanie słabszy niż przy niejednym śmietniku stojącym przy bloku. To zasługa systemu odgazowania, dzięki któremu metan - główny winowajca smrodu - nie trafia do atmosfery. - W odpadach komunalnych znajduje się bardzo dużo odpadów organicznych - tłumaczy Józef Myk. - Po zgnieceniu, rozpadają się w procesach gnilnych i w ten sposób wytwarza się biogaz, który gromadzi się w studniach i stamtąd jest doprowadzany do elektrowni biogazowej.
- W sortowni odpadów będzie powstawało m.in. paliwo do spalania w cementowni - mówi Józef Myk, dyrektor Miejskiego Zakładu Oczyszczania, Wysypiska w Kłodzie. Fot. Marcin Maziarz
- Biogaz wytwarzają tylko śmieci organiczne - mówi Błażej Sułek, współwłaściciel bioelektrowni w Kłodzie. - Muszą być spełnione dodatkowe warunki: brak dostępu tlenu i temperatura powyżej 45 stopni Celsjusza. Biogaz, który trafia do elektrowni to ponad 50% metanu, ponad 30% dwutlenku węgla, reszta to azot i inne nieszkodliwe związki. Ze starej części wysypiska - to około 3,5 hektara - odbieranych jest około 200 metrów sześciennych biogazu na godzinę. Prąd z bioelektrowni trafia do sieci krajowej. To około 200 - 220 kilowatów energii na godzinę.
Ale Altvater zabiera z miasta nie tylko wymieszane odpady komunalne, ale także odpady wstępnie selekcjonowane przez nas - makulaturę, szkło i plastik. One nie trafiają do Kłody, a do suchej sortowni przy Łącznej. Ci, którzy wszystkie śmieci wrzucają do jednego worka, nie powinni czuć się usprawiedliwieni tym, że w Kłodzie pracownicy wysypiska ręcznie wybierają to co da się ponownie przetworzyć - plastik, papier i szkło. Także te śmieci trafiają na Łączną. Co roku ze zmieszanych śmieci selekcjonuje się jeszcze ponad 300 ton tworzyw sztucznych i drugie tyle pozostałych surowców wtórnych. - Byłoby idealnie, gdyby wszystko co da się ponownie przetworzyć, było selekcjonowane już przy domostwach - mówi Józef Myk. - To jednak trudne do osiągnięcia, niemal abstrakcja.
Rocznie na wysypisko w Kłodzie trafia od 47 do 50 tysięcy ton śmieci. Składowisko działa od 1979 r. Rozpoczęta w maju ubiegłego roku i zakończona pół roku temu modernizacja kosztowała 11,5 mln zł. Więcej o zwykłym dniu pracy wysypiska w Kłodzie usłyszycie w Radiu Eska Piła na 105,6.
Kup, sprzedaj, zamień, znajdź lub daj pracę - ogłoszenia drobne w Życiu Piły »
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.