Wicemistrz Polski jeździ autobusem od 21 lat. Zadania specjalne, z którymi musiał się zmierzyć, ma na co dzień w pracy. Druga wśród kobiet autobus prowadzi zaledwie dwa lata. Nic dziwnego, że już osiągnęła taki sukces - pilski MZK jest najbardziej sfeminizowanym miejskim przewoźnikiem w Polsce.
Katarzyna Kozak i Roman Bolek codziennie wyjeżdżają dwunastometrowymi autobusami na ulice Piły. Fot. Marcin Maziarz
Piłę w Kielcach reprezentowali tylko we dwoje, i oboje zajęli miejsca w czołówce. Roman Bolek został wicemistrzem Polski kierowców autobusów miejskich. Jego koleżanka, Katarzyna Kozak, zajęła drugie miejsce wśród Polek prowadzących miejskie autobusy. W branży komunikacji miejskiej Piła jest zaliczana do ścisłej krajowej czołówki.
Pierwszy konkurs został zorganizowany w 2005 roku. Od tego czasu co roku w ścisłej czołówce był przynajmniej jeden kierowca pilskiego MZK. Wewnątrzfirmowe konkursy były organizowane już w latach osiemdziesiątych. Wtedy były to jednak imprezy integracyjne, w których brały udział całe rodziny. W tej chwili to już nie tylko zabawa. Oprócz rywalizacji, są także szkolenia - m.in. z pomocy przedmedycznej. W ubiegłym roku panie kierujące autobusami przeszły szkolenie na wypadek agresywnego zachowania pasażera.
Ale szkolenia i wewnętrzny konkurs to dopiero początek drogi do mistrzowskiego tytułu. Jak wyglądał jej koniec? - Pierwszy etap, to pisemne testy - mówi Roman Bolek. - Testy wielokrotnego wyboru, czterdzieści pytań, w każdym cztery odpowiedzi. Były trudne. Ci, którzy brali w konkursie udział w ubiegłym roku i przygotowali się tylko z wiedzy o autobusach, od razu odjeżdżali, bo tematyka była znacznie szersza. Do części praktycznej przeszło dwadzieścia osób, które najlepiej wypadły w części teoretycznej. Dostałem się ja, dostała się Kasia.
Teoria była jednak tylko wstępem do najbardziej widowiskowej części konkursu. Roman Bolek: - Jak jechaliśmy do Kielc, nikt nie myślał o trofeach, tylko o tym, żeby nie przynieść wstydu i nie odpaść na testach. Sprawdzian praktyczny to jazda po łuku, test Lancelota, czyli umiejętność wprowadzenia zamontowanego na zderzaku prętu w pięciocentymetrowy otwór. Po jeździe po łuku trzeba było zatrzymać się w wyznaczonym miejscu z tolerancją pół metra. Potem garaż skośny, wjazd do garażu tyłem, powrót na pas ruchu i cofnięcie z zatrzymaniem w wyznaczonym miejscu, znowu z tolerancją do pół metra. To wszystko na czas, a do tego dodatkowy test - talerz, a na nim piłeczka, która mogła spaść przy gwałtowniejszym ruchu. Pierwszy kierowca zaliczył zadanie w czasie 4 minuty, 40 sekund, więc potem każdy starał się jechać jak najszybciej. Ja jechałem jako dwudziesty, postawiłem wszystko na jedną szalę - czy piłeczka spadnie, czy nie, czy będę miał punkty karne. Jak umiałem - do przodu, do tyłu, piłeczka latała po całym talerzu, ale nie spadła. Wtedy miałem szóste miejsce, ale potrąciłem na łuku pachołek. Piły wszyscy się bali, więc ucieszyli się, że Piła będzie przegrywać. Wykręciłem 2 minuty i 50 sekund, plus 30 karnych, zakwalifikowałem się jako siódmy do ścisłego finału. Kasia jechała dobrze, nie potrąciła żadnego pachołka, ale miała czas 3 minuty i 40 sekund, i odpadła.
Sukces pani Kasi jest tym większy, że prawo jazdy na autobus otrzymała zaledwie 2 lata temu. Kiedy pan Roman opowiada o kierowaniu autobusem, słychać w tym prawdziwą pasję. Fot. Marcin Maziarz
Pani Kasia tak wspomina zawody: - To ogromna satysfakcja. Nie spodziewałam się, że będę tak wysoko, aczkolwiek myślę, że mogłam trochę więcej wydusić. Wiadomo: stres, nerwy, ale bardzo się cieszę, że zajęłam takie miejsce. Najtrudniejsza była manewrówka. Wydawało mi się, że dosyć dobrze mi idzie, że jadę w miarę szybko, ale okazało się, że czas nie był najlepszy. Testów akurat się nie bałam. Liczyłam na to, że pójdzie mi dobrze. I poszło.
Ale konkurs to nie tylko teoria i zadania sprawnościowe. Kierowcy w finale musieli zmierzyć się z sytuacjami prosto z życia. - W finale losowaliśmy zadania - mówi Roman Bolek. - Nikt nie wiedział co go czeka, nikt nie znał też do samego końca ocen komisji. Była osoba niewidoma, była bójka w autobusie. Ja wylosowałem wprowadzenie osoby na wózku. Trzeba podjechać blisko, przechylić autobus, opuścić klapę. Niektórzy pasażerowie wolą, żeby wprowadzać ich przodem, niektórzy - tyłem. Potem trzeba zabezpieczyć koła wózka i przypiąć go pasem. Zapytałem pani, która byłą na wózku, czy nie będzie jej wiało - było gorąco, wolała, żeby okno było otwarte. Dalsza część konkursowego zadania, to ruszyć, objechać plac i zatrzymać się na przystanku. Kiedy ruszałem, usłyszałem krzyk. Nie wyjechałem jeszcze z przystanku, więc mogłem się spokojnie zatrzymać. Okazało się, że pas, którym przypięty był wózek odpiął się. Kiedy już wszystko było w porządku, mogłem ruszyć, objechać plac, wrócić na przystanek, otworzyć wjazd i wyprowadzić pasażerkę. Już po konkursie pani, która była na wózku, powiedziała mi, że odpięcie pasa to była część zadania.
Sytuacje, z jakimi radzili sobie kierowcy w finale, naprawdę zdarzają się w ich pracy. Niektóre, tak jak pasażer na wózku, czy niewidomy - niemal codziennie, inne - na szczęście - rzadziej. - W czasie całej pracy raz zdarzył mi się pasażer, który w autobusie miał atak padaczki - mówi Roman Bolek. - Wtedy jeszcze nie wiedziałem co robić, ale trzymałem jego głowę. Pasażerowie próbowali pomóc, trzymali ręce, ale w czasie ataku chory ma taką siłę, że jest to bardzo trudne. Ktoś zadzwonił po pogotowie. Na szczęście teraz już w czasie szkoleń dowiadujemy się na przykład, że choremu na padaczkę trzeba trzymać tylko głowę. A nieraz jest bójka w autobusie, czy przepychanka z kontrolerami. Kierowca musi się zatrzymać, zareagować, wezwać straż miejską czy policję do pomocy.
Roman Bolek miejskim autobusem w Pile kieruje od 21 lat, Katrzyna Kozak - znacznie krócej, bo 2 lata, ale wcześniej regularnie prowadziła m.in. auto z lawetą. Oboje zgodnie twierdzą, że lubią swoją pracę. Pilski MZK w historii konkursu wprowadził do finału najwięcej kierowców. Jest także najbardziej sfeminizowanym miejskim przewoźnikiem w Polsce. Więcej o pracy ludzi, którym codziennie powierzasz swoje bezpieczeństwo w drodze do pracy, usłyszysz w Radiu Eska Piła na 105,6.
Kup, sprzedaj, zamień, znajdź lub daj pracę - ogłoszenia drobne w Życiu Piły »
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.