Zatrudnię osobę (najchętniej uczącą się) do pracy w sklepie motocyklowym.
Mile...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
20 lutego 2010
Pani ambasador Kasia?
Została twarzą Armaniego, teraz gra z Rhys Myersem i Travoltą. Pomysł pilskich pismaków: zaproponujmy Kasi Smutniak rolę ambasadora Piły.
Kasia Smutniak w „Pozdrowieniach z Paryża”. Fot. Materiały prasowe Monolith Film
Energooszczędne świetlówki i żeńska siatkówka - z tym Piła może kojarzyć się w Europie. Może, bo raczej nikt nie zastanawia się, gdzie została wyprodukowana żarówka, która po prostu ma świecić, a siatkówka w większości krajów Europy Zachodniej - inaczej niż w Polsce, Włoszech czy Rosji - nie wypełnia hal kibicami i nie przyciąga przed telewizory tłumów widzów. Mamy jednak niepowtarzalną szansę, by nadać Pile nową - w dodatku piękną - twarz, symbol być może wkrótce powszechnie rozpoznawalny.
Wczoraj na ekrany polskich kin wszedł film Pierre'a Morela według scenariusza Luca Bessona „Pozdrowienia z Paryża”. Obsada: John Travolta, Jonathan Rhys Myers i… Kasia Smutniak. Ta sama, która uczyła się w I LO przy Pola. Była już na okładkach włoskiego Maxima i francuskiego Elle, ale to ostatni rok był przełomowy w jej karierze: oprócz roli w filmie z Travoltą, została też twarzą nowej marki perfum Giorgio Armaniego. Nie ma wątpliwości co do tego, że jest na fali.
- Kasię pamiętamy wszyscy - mówi Paweł Jarczak, dyrektor I LO przy Pola, który Smutniak uczył wychowania fizycznego. - Wzięła udział w organizowanych przez szkolny samorząd wyborach miss szkoły, w których główną nagrodą byłą sesja zdjęciowa w jednej z poznańskich agencji reklamowych. To był jej pierwszy sukces i tak zaczęła się jej kariera. Ja pamiętam Kasię jako szczupłą, niewysoką dziewczynę, z bardzo ładną twarzą, ciemną karnacją, czarnymi długimi włosami i - przede wszystkim - o bardzo miłym sposobie bycia. Była bardzo grzeczna.
Paweł Jarczak wspomina, że byłą dobrą uczennicą: - Mimo tego, że jej kariera rozwijała się już w czasie, kiedy chodziła do szkoły, potrafiła podzielić czas na naukę i na pracę.
W gronie pilskich dziennikarzy padł pomysł, by zaproponować Katarzynie Smutniak rolę ambasadora Piły. - Najpierw trzeba zapytać Kasię, czy swoim wizerunkiem chciałaby promować miasto, w którym mieszkała - mówi Paweł Jarczak, tym razem już jako Przewodniczący Rady Miasta. - Myślę, że to dobry pomysł. Pochodzę z Ostrowa Wielkopolskiego. Pamiętam jak dziś bannery na wjeździe do miasta, na których widnieli bracia Lijewscy, niegdyś mistrzowie świata w piłce ręcznej. Oczywiście, że miasto byłoby dumne, gdyby się zgodziła. W Urzędzie Miasta jest Wydział Promocji i Rozwoju, w którego komptencjach leży promocja miasta. Na pewno podpowiem ten pomysł i z przyjemnością - jeżeli będzie taka możliwość - spotkam się z Kasią. Żywię gorącą nadzieję, że Kasia, już jako znana osoba, odwiedzi swoje dawne miasto.
Twoim zdaniem Kasia Smutniak w roli europejskiego ambasadora Piły to dobry/zły pomysł? Wypowiedz się na Facebooku » lub napisz na adres redakcja@zycie.pila.pl »
Rozmowa z Kasią Smutniak
Co przekonało panią do scenariusza „Pozdrowień z Paryża”?
- Bardzo ciekawa rola kobieca. To nie jest zwykła terrorystka, ma w sobie wiele ludzkich cech. Jest rozdarta między dwiema drogami życiowymi. Chciałam delikatnie rozegrać wątek terrorystyczny, a w pierwszej części filmu zaakcentować jej ciepło i spokój, które mają zwieść widza. W filmie tylko pobieżnie dowiadujemy się, jak została terrorystką.
Czy rozumie pani jej poświęcenie w imię swoich ideałów?
- Naprawdę trudno mi to ocenić, gdyż mówimy o dość ekstremalnych uczuciach. Osobie, która wychowała się w Europie, trudno jest się z tym utożsamić, ale mogę zrozumieć, że ktoś chce za coś umrzeć. Gdy nie mamy nic do stracenia, możemy porwać się na coś takiego. Wiemy o niej, że zakochała się w człowieku, który przekonał ją do zmiany wiary. Jest rozdarta między dwoma mężczyznami i religiami, ale po raz pierwszy wie, w imię czego działa.
Jakie wrażenia towarzyszyły grze u boku Johna Travolty i Jonathana Rhys-Meyersa?
- Wielkie podniecenie i ciągła zabawa. Pracując z nimi można wiele się nauczyć, mimo
że w filmie spotykamy się tylko dwa razy. Za to w kluczowej dla akcji scenie imprezy
w mieszkaniu mojej bohaterki dochodzi do zabicia jej najlepszej przyjaciółki przez Waxa. Moje sceny z Johnem polegały głównie na bieganiu, skakaniu z dachów i okazało się, że dały mi wiele frajdy. Z Jonathanem musieliśmy odegrać głębszą więź, która łączy naszych bohaterów. Od początku zaiskrzyło między nami, więc wspólna gra nie nastręczyła żadnych kłopotów.
Która scena okazała się najtrudniejsza?
- Ta, w której mam wysadzić siebie i wszystkich dookoła w powietrze. Wymagała dobrego przygotowania aktorskiego i technicznego. Powtarzaliśmy ją szereg razy, więc trud przerodził się z czasem w rozrywkę.
Jak przebiegały zdjęcia w Paryżu?
- Jestem szczęściarą, to mój pierwszy film w tym mieście. Muszę nauczyć się francuskiego, żeby dobrze je poznać. Tu jest naprawdę pięknie. Pozdrowienia z Paryża!
Rozmowa pochodzi z materiałów prasowych Monolith Film, dystrybutora filmu „Pozdrowienia z Paryża”.
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.