Przejdź do: Aktywna PiłaOgłoszenia Piła

Życie Piły - informacje z Piły i okolic, Piła portal

codzienne informacje
z Piły i okolic


KONTAKT:
redakcja@zycie.pila.pl
tel: 791 84 74 52
fax: 67 349 80 81

REKLAMA:
reklama@zycie.pila.pl
tel: 791 84 74 52
fax: 67 349 80 81

Byłeś świadkiem zdarzenia? Masz zdjęcia lub film? Daj znać:

redakcja@zycie.pila.pl
tel: 791 84 74 52
fax: 67 349 80 81

SERWISY TEMATYCZNE: AKTYWNA PIŁA
SERWISY SPECJALNE: LETNIA PRZYSTAŃ ŻYCIA
SPRZEDAŻ: OGŁOSZENIA DROBNEREKLAMA
SERWIS: STRONA GŁÓWNAREDAKCJAREKLAMAPATRONATY

Ogłoszenia drobne w Życiu Piły

REKLAMA

Simple Cleaning - profesjonalny serwis sprzątający Piła
Reklama w Życiu Piły - reklama na portalu w Pile - reklama w internecie Piła

POLECANE WYDARZENIA

Wystawa fotografii Picture Of The Year
Voucher Kina Helios Piła jako prezent
Ogłoszenia Piła - dodaj ogłoszenie

PARTNERZY ŻYCIA PIŁY

Radio Eska Piła 105,6
Strony internetowe Piła
Wirtualne spacery, panoramy 360°

12 marca 2010
Dzieci wróciły do domu

Na prawie miesiąc dwaj chłopcy zostali odcięci od samotnej matki. Ta nie wypiera się, że w ostatki wypiła wódkę. Dlaczego jednak dzieci trafiły do rodziny zastępczej poza Piłą, zamiast pod opiekę starszej siostry?

Ta sprawa (na razie) skończyła się dobrze. Dwaj synowie po ponad trzech tygodniach w rodzinie zastępczej wczoraj wrócili do swojego domu. Fot. Bart Hickman/sxc.hu

Ta sprawa (na razie) skończyła się dobrze. Dwaj synowie po ponad trzech tygodniach w rodzinie zastępczej wczoraj wrócili do swojego domu. Fot. Bart Hickman/sxc.hu


Tę historię można podsumować jednym zdaniem: jeżeli wychowujesz dziecko samotnie, trzymaj się z daleka od alkoholu. Zapomnij o wyprawieniu imienin w domu, czy towarzyskiej wizycie u znajomych.

Dzieci pani Marii - 7-letni Tomek i 11-letni Marek (imiona zostały zmienione) - zostały zabrane, bo ich matka świętowała z sąsiadką ostatki. Nie wypiera się tego, że 16 lutego przed południem piła alkohol. Utrzymuje jednak, że była w stanie sprawować opiekę nad synami, a jeżeli nie ona, to dorosła siostra chłopców, która sama ma pięcioletnie dziecko. Chłopcy zostali jednak zabrani do rodziny zastępczej… nie w Pile, a w Kruszewie. Wczoraj ta historia miała swój happy end, ale przez ponad trzy tygodnie trwał dramat samotnej matki i dwóch, oddzielonych od niej, małych synów.

Matka

Pani Maria mieszka gdzieś w Pile, powiedzmy, że w części miasta o nienajlepszej sławie. Do jej drzwi zastukaliśmy półtora tygodnia po tym, jak została pozbawiona kontaktu z dziećmi. Nie spodziewała się naszej wizyty, nie prosiła nikogo o pomoc. Media zaalarmowały osoby postronne, które zaniepokoił przebieg sprawy.

Do mieszkania wchodzimy przez kuchnię. Pani Maria wydaje się nieco skrępowana, bo w kuchni właśnie trwa remont i siłą rzeczy jest bałagan. Prowadzi nas do dużego pokoju i pokoju chłopców. W mieszkaniu jest ciepło, choć trzeba palić w piecach kaflowych. Nie ma luksusów, na pierwszy rzut oka widać, że rodzina żyje skromnie, ale zastanym warunkom trudno cokolwiek zarzucić: jest czysto i naprawdę przytulnie. W pokoju Tomka i Marka na biurku stoją wieża i komputer, na półkach książki, na jednej ścianie wisi kilka plakatów z czasopism muzycznych i obrazek z tygrysem, na drugiej - żyrafa z miarą do zaznaczania wzrostu.

Siadamy na tapczanie i pani Maria niemal od razu wpada w płacz. - Przez trzy dni nie spałam i nie jadłam - mówi. - Tak mocno ich kocham, nie mogę sobie znaleźć miejsca w domu.

Kiedy trochę się uspokaja, zaczyna opowiadać „ostatkową historię”: - To był wtorek, ostatki. Marek poszedł rano do szkoły, potem do świetlicy. Tomek został w domu, bo mówił, że źle się czuje. Nie lubię chodzić po domach, jestem domatorką, ale zaprosiła mnie sąsiadka. Było ciasto, kawa, no i wypiłyśmy może trzy, może cztery kieliszki wódki. To prawda, byłam pod wpływem alkoholu. To córka sąsiadki zadzwoniła na policję i do MOPS-u. Przyjechał radiowóz, przyjechały dwie panie z opieki. Zadzwoniłam po córkę. Mieszka 20 kilometrów od Piły. Powiedziała, że przyjedzie, musi tylko poczekać na busa. Ale panie z MOPS-u powiedziały, że zabierają chłopców do rodziny zastępczej, do Kruszewa, że nie mogę ich odwiedzać i że po decyzji sądu będą ich raz w miesiącu przywozić do Piły, żeby mogli się ze mną zobaczyć. A dzieci w ogień by za mną poszły.

Pani Maria i jej sąsiadka trafiły do Ośrodka Przeciwdziałania i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych na Polnej. Instytucja pod nazwą „Izba Wytrzeźwień” nie działa w Pile od wielu lat, jednak Ośrodek w zakresie swojej działalności ma także prowadzenie miejsca, w którym dochodzą do siebie ci, którzy przesadzili z alkoholem, a które w powszechnej świadomości funkcjonuje właśnie jako „izba”.

- Marek był wtedy w szkole. Panie z opieki powiedziały mu, że mama jest na izbie - mówi dalej pani Maria i wyciąga zdjęcia synów. - Tomek jest malutki, rozpieszczony. Hubert nie lubi bawić się z chłopakami, łobuzami - ma za to dwie koleżanki. Dzieci są alergikami - lekarstwa dla nich są bardzo drogie. Niedawno sama miałam chore ucho - leczenie kosztowało sto złotych. Mam pensję i alimenty, ale musiałam poprosić MOPS o tonę węgla. Dostałam pół tony. I to był mój jedyny kontakt z opieką.

Kiedy patrzy na zdjęcie synów z jakiejś wycieczki, rozkleja się zupełnie: - Moje kochane skarby - płacze.

Pani Marii jej synowie już raz zostali zabrani. Latem 2008 r. samotna matka musiała iść do pracy, a złożyło się tak, że nie miała z kim zostawić dzieci. Przez kilka godzin chłopcy byli sami w domu. Tę wersję zgodnie potwierdzają wszystkie źródła. Wówczas o zdarzeniu służby socjalne miała powiadomić córka sąsiadki pani Marii. Także 16 lutego to ona zadzwoniła na policję i do MOPS-u.

Sąsiadka

Sąsiadka pani Marii razem z mężem mieszkają „przez ścianę”. Gołym okiem widać, że w tym domu powodzi się trochę lepiej. Siadamy w kuchni. Właśnie gotuje się obiad, a przed chwilą zmywarka skończyła myć naczynia. - Był „śledzik”, zaprosiłam Marię do siebie - mówi. - Siedziałam sama w domu. Był u mnie wnuk, rówieśnik Tomka. Obaj bardzo się kochają. Chodź do mnie, Maria - mówię. Wypijemy po kielichu, to nie zbrodnia.

Sąsiadka mówi wprost, że to jej córka zadzwoniła na policję i do MOPS-u: - Wpadła do mnie, bo chciała kasę. Już płacę jej 720 złotych miesięcznie za mieszkanie. Dzieciom wszystko kupię, ale do córki stanęłam okoniem i nie dałam jej pieniędzy. I wtedy zadzwoniła… To co mi zrobiła… Nie mam słów.

Wnuk sąsiadki i Tomek - według relacji kobiet - byli w tym czasie zajęci w drugim pokoju. - Rano byłam na zakupach, kupiłam im serki i ciastka. Kiedy kobiety z opieki zabierały Tomka, mój wnuk strasznie płakał. „Dlaczego go zabierają?” - pytał. Tomek mnie objął, nie chciał puścić. Kiedy przy stole zapaliłam papierosa, jedna z tych pań powiedziała, żebym nie paliła. We własnym domu…

Ośrodek Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych

Wychowawca OPiRPA, Tomasz Wróbel, czyta z karty pacjenta: - Pani Maria została do nas przyjęta 16 lutego o 12.55. Miała 1,02 mg/l alkoholu we krwi, czyli ponad dwa promile w wydychanym powietrzu.

W karcie znajduje się jednak jeden zaskakujący zapis. W rubryce, w której wpisuje się rodzaj trunku, jaki spożywał klient Ośrodka, widnieje… denaturat.

- Pacjentka była przytomna, gadatliwa, labilna (raz się śmiała, raz płakała), chód chwiejny. Bez potrzeby hospitalizacji. Została zatrzymana do wytrzeźwienia, czyli do momentu, kiedy poziom alkoholu spadnie do 0,2 mg/l, czyli około pół promila. Ta pani została wypuszczona o 20.30, czyli po siedmiu i pół godzinach. Z pacjentką opuszczającą ośrodek została przeprowadzona rozmowa, otrzymała propozycję leczenia odwykowego. W Pile jest wiele placówek zajmujących się leczeniem odwykowym. Do nas się nie zgłosiła.

- Nasza działalność statutowa obejmuje także zapewnienie dzieciom opieki w świetlicach socjoterapeutycznych - to już dyrektor Ośrodka, Ewa Hołubiec. - Takich świetlic w gminie jest piętnaście i do jednej z nich uczęszczały dzieci tej pani. Od pracownika świetlicy dowiedziałam się, że już kiedyś przyszła do szkoły w stanie nietrzeźwym. Matka podjęła decyzję bez porozumienia z nami i szkołą, by dziecko samodzielnie uczęszczało do świetlicy w ośrodku na Polnej. Samo przyszło tu kilkakrotnie. Z rozmowy z dzieckiem i jego kolegami wynika, że matka obraziła się na szkołę, że pracownik śmiał zwrócić jej uwagę, że jest nietrzeźwa. W końcu w porozumieniu ze szkołą dziecko wróciło do dawnej świetlicy.

Policja

Komisarz Tomasz Wojciechowski studiuje protokół z interwencji w mieszkaniu sąsiadki pani Marii. - Wynika z niego, że policjanci interweniowali w związku z informacją, że pod wskazanym adresem mają przebywać nietrzeźwe osoby opiekujące się dzieckiem. Na miejscu policjanci stwierdzili, że zachowanie kobiet wskazuje na to, że spożywały alkohol. Ponadto w mieszkaniu było bardzo duże zadymienie. Kobieta, która nie była właścicielką mieszkania, wzięła kanister z ropą i powiedziała, że chce znowu rozpalić w piecu. W związku z zagrożeniem zdrowia i życia, kobiety zostały zatrzymane do wytrzeźwienia - w wydychanym powietrzu miały ponad dwa promile alkoholu. Wnukiem właścicielki mieszkania zajęła się jego mama, która wcześniej powiadomiła policję o zdarzeniu. Swoje dziecko oddała pod opiekę babci w piątek, natomiast kiedy wróciła we wtorek, stwierdziła, że kobiety spożywają alkohol. Syn drugiej z kobiet został przekazany pod opiekę pracownika MOPS na czas, kiedy jego matka przebywa w izbie wytrzeźwień.

W policyjnych aktach z ostatnich dwóch lat nie ma żadnej wzmianki o interwencji pod domowym adrerem pani Marii, ani żadnego zdarzenia z jej udziałem. To dość istotne dla dalszych ustaleń.

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej

- W notatce z interwencji widnieje informacja, że w wydychanym powietrzu pani Maria miała trzy promile alkoholu. Poziom został zmierzony przez patrol policji o jedenastej - mówi Wanda Kolińska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

W notatce sporządzonej przez policję widnieją jednak 2 promile, według pomiaru w OPiRPA z godziny 13. również były to około 2 promile. Skąd w notatce pracownika MOPS aż 3 promile? Nawet jeżeli między jednym i drugim pomiarem upłynęły dwie godziny, organizm szczupłej kobiety o wzroście - na oko - około 160 cm, raczej nie jest w stanie w tym czasie obniżyć poziomu alkoholu o cały promil.

- Kobieta powiedziała, że zabije siebie i dzieci. Nie mogliśmy tego potraktować lekko - mówi Wanda Kolińska. Pani Maria twierdzi, że faktycznie mówiła, że się zabije, kiedy dowiedziała się, że ktoś chce jej zabrać dzieci. Miał to być jej głos rozpaczy. - Nie wyjaśniła, dlaczego mówi o samobójstwie. Nie mogliśmy przewidzieć rozwoju sytuacji. Pracownik MOPS skontaktował się z kuratorem sądowym, a sędzia zadecydował, że dzieci należy umieścić w rodzinie zastępczej - tłumaczy dyrektor MOPS.

Wanda Kolińska jest zdziwiona, kiedy dowiaduje się, że do Piły jechała dorosła siostra chłopców: - Nic mi na ten temat nie wiadomo. Kiedy pracownicy dotarli do szkoły, usłyszeli, że szkoła kontaktowała się z siostrą dzieci, poinformowali sąd, że takie informacje im przekazano, natomiast sąd nakazał kontynuować czynności i nie wyraził zgody na pozostawienie tej sprawy do czasu przyjazdu tej pani. Z tego co wiem od pracowników, ta pani miała taki zamiar, ale w momencie przewożenia dzieci do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, jeszcze nie wyjechała ze swojej miejscowości i jeszcze nie była zdecydowana, co zrobi.

Marek został zabrany ze szkoły, jednak pracownice socjalne nie miały na to żadnego dokumentu. Sąd wydał go dopiero dzień później. - Interwencją kierował ustnie sąd. Pracownicy byli w stałym kontakcie telefonicznym z kuratorem - mówi dyrektor MOPS.

Szkoła

Marek został zabrany prosto ze szkoły. - To nie była pierwsza sytuacja, kiedy jakieś dziecko było odbierane ze szkoły - mówi Barbara Szczecina, pedagog z podstawówki, do której chodzą chłopcy. - Była natomiast najbardziej dramatyczna ze wszystkich. Pani kurator społeczna z MOPS-u zadzwoniła do mnie, żebym szybko przygotowała dziecko do zabrania ze szkoły. Jak powiedziała, Marek ma być zabrany do rodziny zastępczej, bo jego matka ma trzy promile alkoholu. Byłam tym bardzo zdziwiona, ale pani powiedziała, że za chwilę będą, więc nie dyskutowałam. Zabrałam dziecko z klasy i bardzo długo czekaliśmy na panie z MOPS-u. W sumie około półtorej godziny, może nawet trochę dłużej. W tym czasie dziecko przeżywało wielki dramat: nie widziało co się dzieje, co się stało z mamą, dlaczego go trzymamy. Nie wiedziałam nawet, na ile możemy mu uchylić rąbka tajemnicy. Marek bardzo płakał, błagał nas wręcz, żeby go nigdzie nie zabierać, że ma starszą siostrę i bardzo prosi, żeby się z nią skontaktować.

Szkole udało się skontaktować z siostrą chłopców. - Powiedziała, że przyjedzie do Piły pierwszym busem. Panie z MOPS-u przyjechały już bez młodszego brata. Powiedziały, że został już odwieziony do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Marek nadal płakał, błagał te panie, żeby go nie zabierać. Pani dyrektor powiedziała, że chłopcy mają starszą, 23-letnią siostrę, która wyraziła chęć zajęcia się nimi. Pani kurator społeczna gdzieś zadzwoniła. Ze strzępków informacji, które słyszałyśmy wynikało, że kontaktowała się z sądem i odpowiedziała, że nie ma możliwości, by siostra zajęła się dziećmi. Wszystko rozegrało się bardzo szybko: ubrałyśmy chłopca i panie z MOPS-u odprowadziły go do policyjnego radiowozu. Marek strasznie płakał.

Ale niepokój pracowników szkoły wzbudziło to, że pracownice MOPS-u nie miały żadnych dokumentów, na podstawie których mogłyby zabrać dziecko. - Kiedy zapytałyśmy o to, odpowiedziały, że nie mają takich dokumentów, ale wszystko jest załatwione na telefon z sądem, że takie są procedury, że w tej chwili nie muszą takiego dokumentu posiadać, i że dostaniemy go w późniejszym terminie. Rozegrał się tu wielki dramat dziecka za przyzwoleniem dorosłych. Dla nas to był ogromny szok. Wszystkie poprzednie przypadki, z którymi mieliśmy do czynienia, dotyczyły dzieci porzuconych przez matkę, albo była to totalna patologia, kiedy rodzice, czy opiekunowie w ogóle nie trzeźwieli. Natomiast tutaj nie zaistniał żaden z tych elementów. Są to bardzo spokojne, bardzo grzeczne dzieci, opiekuńcze względem siebie, nie sprawiające żadnych problemów wychowawczych, zawsze czyste, schludne, zadbane.

Dobrą opinię o dzieciach i ich mamie ma także wychowawczyni starszego z chłopców: - Marek jest dzieckiem bardzo spokojnym, zdyscyplinowanym i lubianym przez klasę. Czasami troszkę zagubiony, czasami troszkę milczący, ale bardzo kulturalny. Nie zauważyłam, żeby był zaniedbany. Był skromnie ubrany, ale czysty. Nie widziałam nigdy oznak zaniedbania, które rzucałyby się w oczy. Z matką utrzymywałam stały kontakt, bo ma syna w pierwszej klasie, więc często przychodzi do szkoły. Marek miał pewne problemy w nauce, w których mama nie umiała mu pomóc. Kiedy zaczął chodzić do świetlicy terapeutycznej, okazało się, że są efekty: zaczął się zgłaszać, miał odrobione prace domowe, stał się zupełnie innym, otwartym dzieckiem. Myślę, że matka darzy go miłością, i widziałam, że Marek również był bardzo zaangażowany. Bardzo przeżywał na przykład, że mama nie mogła kiedyś przyjść na wywiadówkę, bo pracowała. Brakuje nam go w klasie.

Sądny czwartek

Wczoraj rano na korytarzu na pierwszym piętrze gmachu pilskiego sądu, z niecierpliwością na rozprawę czekała pani Maria ze starszą córką, której nie pozwolono zająć się braćmi. W końcu matka weszła na salę sądową.

Pani Katarzyna - córka pani Marii - mieszka we wsi oddalonej od Piły o nieco ponad 20 kilometrów. Kiedy w Pile rozgrywał się dramat jej braci, nie mogła dotrzeć na miejsce od razu, bo nie ma prawa jazdy. - O 14.30 miałam busa do Piły - mówi. - Dzwoniłam do pani kurator społecznej, że jestem gotowa do wyjazdu, że muszę tylko zaczekać na busa, że zrobię wszystko, ale usłszałam tylko, że nie mam po co przyjeżdżać, bo chłopcy trafią do rodziny zastępczej. Marek dzwonił do mnie, prosił „Kasia, przyjedź po nas”. A ja nie mogłam nic zrobić…

Już przed rozprawą mieszkanie zostało przygotowane na powrót chłopców. - Wczoraj naszykowałam ich pokój - mówi starsza siostra. - Dzwoniłam do nich wczoraj. Tomek jest małomówny, ale Marek mówił, że już się pakuje, że nie może się doczekać. Tęskni za swoim komputerem i grami. Boję się o mamę, że sobie nie poradzi na sali sądowej.

Mijają długie minuty, w końcu otwierają się drzwi. Wychodzi pani kurator społeczna - pracownica MOPS, która zabrała dzieci. Nie chce odpowiedzieć na pytania o to, dlaczego chłopcy trafili do rodziny zastępczej w Kruszewie, a nie w Pile, kto o tym zadecydował, dlaczego nie mogła się nimi zająć pełnoletnia siostra… - Proszę pytać rzecznika prasowego. Nie będę udzielać informacji. Nie chcę i nie będę udzielać informacji. Mam na ten temat inną wiedzę - odpowiada kolejno.

Po kolejnych minutach drzwi otwierają się ponownie. Protokolantka zaprasza na salę panią Katarzynę. Jej pięcioletni syn zostaje z dziennikarzami i z miejsca staje się „maskotką”. Wysłuchanie siostry chłopców trwało dłuższą chwilę. Po niej z sali wychodzi w końcu pani Maria. - Czuję, że będzie dobrze - mówi. - Pani kurator powiedziała prawdę. Zaraz będzie decyzja. Czuję, że będzie dobrze - powtarza.

Nagle dzwoni telefon pani Katarzyny. Spogląda na wyświetlacz i uśmiecha się: - Marek - mówi. Odbiera telefon i włącza głośnik. - Wrócimy do domu? - to pierwsze pytanie chłopca. Siostra odpowiada mu, że jeszcze czekamy i obiecuje, że oddzwoni za pięć minut. W tym czasie ciągle jednak trwa narada sądu, więc Marek dzwoni drugi raz, bo kończy mu się przerwa w szkole. - Napiszę ci SMS-a - obiecuje starsza siostra.

W końcu otwierają się drzwi i na salę wchodzi pani Maria. Chwilę później zostaje poproszona jeszcze raz jej córka. Wszystko wyjaśnia się po mniej - więcej dwóch minutach. - Chłopcy wracają! - mówi przez łzy radości matka. - O 14.10 kończą lekcje, za chwilę z państwem z rodziny zastępczej umówimy się, jak ich odbierzemy.

Córka pani Marii ma przyjeżdżać do Piły na 5 dni w tygodniu: od poniedziałku do piątku ma mieszkać u niej i opiekować się braćmi, kiedy ich mama będzie w pracy, natomiast na weekendy wyjedzie do swojego domu. Sąd uchylił swoje postanowienie o umieszczeniu dzieci w rodzinie zastępczej i zobowiązał zespół kuratorski do odwiedzenia rodziny dwa razy w tygodniu. Sprawa nie została zakończona. Za dwa miesiące opinię na temat rodziny ma wydać Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno - Konsultacyjny. Sprawa zostanie zakończona dopiero po zapoznaniu się przez sąd z opinią Ośrodka. - W tej sprawie nie można mówić o winie. Sąd po prostu zmienił swoje wcześniejsze orzeczenie - tłumaczy decyzję prezes pilskiego sądu, sędzia Krzysztof Dziedzic. Jak mówi, sąd badał sprawę 17 lutego i wtedy też zostało wydane postanowienie. Dzieci zostały zabrane dzień wcześniej - ten dzień był potrzebny na zebranie materiału dowodowego.

Dziś Tomek i Marek spędzili pierwszą od prawie miesiąca noc we własnych łóżkach. Rano po raz pierwszy od prawie miesiąca wrócą do swoich klas w swojej szkole. - Jutro piątek? - pyta pani Maria jeszcze przed salą sądową. - Jeśli jutro piątek, to mają na rano.

Kup, sprzedaj, zamień, znajdź lub daj pracę - ogłoszenia drobne w Życiu Piły »

NAJNOWSZE INFORMACJE


Artykuł Sponsorowany: Oaza Natura, a może Lasek Koszycki?
23 maja 2012: Wyspa zamykana na noc? Rowerem w parku tylko wyznaczonymi ścieżkami - czyli gdzie?
23 maja 2012: Balony i Red Box na lotnisku
23 maja 2012: Piętnastolatka odnalazła się
23 maja 2012: PSM L-W wyrzuca z mieszkań junkersy. Ciepła woda z MEC-u
23 maja 2012: Helios: dlaczego nie powinieneś całować Faceta w Czerni?
22 maja 2012: Zaginęła piętnastolatka
22 maja 2012: Ulica Philipsa droższa o 600 tysięcy
22 maja 2012: Będzie nowy park przy Alei Niepodległości
22 maja 2012: Honorowe obywatelstwo już nie co roku
22 maja 2012: Ile prawdy w „Gaslandzie”?
22 maja 2012: De Mono z pilskim akcentem
21 maja 2012, Duże Zdjęcia: Windsurfing na Zalewie - tak wyglądały pierwsze regaty windsurferów w Pile
21 maja 2012: Jeszcze więcej zdjęć z Kajakowej Masy (bez)Krytycznej
21 maja 2012: Płatne parkowanie także przy Placu Staszica?
21 maja 2012: Muzeum szuka pamiątek po 6PLMB
21 maja 2012: W Szkole Policji rozpoczął się duży kurs podstawowy
21 maja 2012: Zatrzymany za atak nożem na ulicy
20 maja 2012, Duże Zdjęcia: Ponad 200 kajakarzy na Gwdzie w Kajakowej Masie (bez)Krytycznej
20 maja 2012: W nowym tygodniu dużo utrudnień na drogach
19 maja 2012, Duże Zdjęcia: Akcja pod Arsenałem na Placu Staszica
19 maja 2012: Juwenalia - czas na finał
18 maja 2012: W sobotę opryski lasów
18 maja 2012: „Desert” na motywach „Małego Księcia”
18 maja 2012, Duże Zdjęcia: Trochę większa Cessna budzi zainteresowanie
18 maja 2012: Powiat zacznie grodzić lotnisko
18 maja 2012: „Wdzięczni Mieszkańcy Miasta Piły” nie lubią Fabryki Emocji?
18 maja 2012: Kto zbuduje blok komunalny?
18 maja 2012, Letnia Przystań Życia: Szanty pod palmami
18 maja 2012: Juwenaliów dzień trzeci - bujamy Wyspą
18 maja 2012: Zaproszenia do Heliosa otrzymują…
17 maja 2012: Nietrzeźwy nastawniczy zatrzymany w pracy
17 maja 2012: Jest już czerwony asfalt
17 maja 2012: Sto sztuk amunicji w garażu
17 maja 2012: Juwenaliów dzień drugi
17 maja 2012: Komentarz PWSZ w sprawie rankingu polskich uczelni
17 maja 2012: Lo wygrał z rakiem. Dziś zapytaj go o co chcesz. AMA na Wykopie
17 maja 2012: W ten weekend hit za hitem?
16 maja 2012: Kto ustawi stojaki?
16 maja 2012: MOSiR i PDK: głośno i wyraźnie

czytaj więcej »

Życie Piły - z policji i straży »
Życie Piły - archiwum informacji »
Życie Piły - strona główna »

O Życiu Piły

Życie Piły jest miejskim serwisem informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie stanowią własność ich autorów. Powielanie bez zgody właścicieli jest zabronione.

© Życie Piły 2008 - 2011