27 kwietnia 2010
W hangarach są głównie rozpuszczalniki
W hangarach są nawet 2 tysiące ton trujących śmieci. Ich utylizacja będzie kosztować przynajmniej milion złotych. Równie dobrze może być kilkakrotnie droższa. Wiemy już, co znajduje się w środku.
Schronohangarów przez całą dobę pilnuje policja. Fot. Marcin Maziarz
Nie sto, nie kilkaset, ale nawet dwa tysiące ton szkodliwych odpadów może znajdować się w dwóch schronohangarach na pilskim lotnisku. Od prawie dwóch tygodni dzień i noc pilnuje ich policja. Tymczasem wiadomo już co zawiera część składowanych tam opakowań. - Wiemy, co jest najbliżej wejścia do hangarów - mówi Marek Duraj, szef pilskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. - Z kilkunastu prób, które pobraliśmy na potrzeby badań laboratoryjnych, oznaczyliśmy odpady zawierające znaczne ilości zużytych rozpuszczalników. Wskazuje to na to, że są to odpady z przemysłu lakierniczego, farbiarskiego. Tam jest ksylen, toluen, aceton, etanol, metanol. Stwierdziliśmy też znaczną partię przeterminowanych odczynników chemicznych. Większość z nich w oryginalnych opakowaniach, więc nie było problemu z potwierdzeniem ich zawartości.
Jakiego rodzaju odpady znajdują się głębiej - nie wiadomo. To okaże się dopiero przy ich usuwaniu. Do pilskiej delegatury WIOŚ zgłaszają się już specjalistyczne firmy, które chciałyby zająć się ich unieszkodliwieniem. Oczywiście nie za darmo. Przyciągają je duże pieniądze, które mogą zarobić w Pile. Utylizacja zgromadzonych na lotnisku odpadów będzie kosztowała nie mniej niż milion złotych, a kwota ta może powiększyć się nawet kilkakrotnie. Jest ona uzależniona od tego, do czego „dokopie się” ekipa sprzątająca w głębi hangarów - tam, gdzie w tej chwili nie mogą dotrzeć inspektorzy WIOŚ, oraz od tego, ile odpadów faktycznie się w nich znajduje.
Niemal pewne jest także to, że 60-letni Marian M. nie zapłaci za utylizację tego, co do Piły przywiozła firma, której formalnie był właścicielem. Był, bo przedsiębiorstwo od 1 kwietnia nie istnieje, choć pozostał po nim toksyczny problem. Za jego likwidację powinien zapłacić właśnie Marian M., ale jest to mało prawdopodobne. - Z naszej analizy wynika, że jest to typowy „słup”, który nie dysponuje żadnymi środkami finansowymi na pokrycie kosztów usunięcia odpadów - mówi Marek Duraj. - Ktoś będzie musiał ten obowiązek wykonać zastępczo i ewentualnie potem dochodzić zwrotu kosztów od innych podmiotów.
Tego, kto będzie musiał zająć się utylizacją odpadów i za nią zapłacić w zastępstwie Mariana M., wyznaczy Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu. - W piątek przekazaliśmy wniosek o wszczęcie postępowania zmierzającego do wydania decyzji, która nakaże usunięcie tych odpadów - mówi szef pilskiego WIOŚ. - Dziś mieliśmy już sygnał, że ten wniosek dotarł do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i jest przedmiotem dalszych działań. Jest to organ kompetentny do oceny kto i w jakim zakresie powinien się tym zająć.
Pilski WIOŚ zakończył już pierwszy etap postępowania. W tej chwili zabiera się za ustalanie podmiotów, które przekazywały odpady do magazynowania. - Ważne jest wyjaśnienie kwestii, czy przekazując odpady, nie łamały prawa - mówi Marek Duraj. - Mamy ponad trzysta kart przekazania odpadów. Proszę wierzyć, że to jest potężny materiał do analizy. Część podmiotów, które przekazywały odpady, są z naszego terenu, inne - nie. Po zakończeniu tej analizy będziemy przekazywać wystąpienia pokontrolne do innych województw, z prośbą o wszczęcie postępowania na ich terenie.
Okazało się także, że przedsiębiorstwo zarejestrowane przez Mariana M. miało pozwolenie na zajmowanie się magazynowaniem odpadów, ale jako miejsce prowadzenia działalności wskazało jedynie magazyn w Komornikach (gmina Kleszczewo w powiecie poznańskim). - Schronohangary w Pile nie były wykazane w decyzji zezwalającej na prowadzenie działalności, wydanej przez Starostę Poznańskiego, jako miejsce gromadzenia odpadów - mówi szef pilskiego WIOŚ. - Wiemy, że kolejne miejsce na lotnisku było już przygotowane, była podpisana umowa dzierżawy, natomiast nie było tam odpadów. Ta działalność była planowana na dłuższą metę i ujawnienie odpadów w dwóch hangarach przedwcześnie przerwało proceder. Firma działała trochę ponad rok - od lutego 2009 do końca marca 2010 i pewnie od początku działalności zaplanowała zebranie odpadów, zainkasowanie pieniędzy za nie i raczej nie miała pomysłu na dalszą ich utylizację.
Przypomnijmy: Marian M. wystąpił do starosty pilskiego o pozwolenie na magazynowanie odpadów w dwóch schronohangarach na pilskim lotnisku na początku ubiegłego roku, jednak 29 marca 2009 otrzymał decyzję odmowną.
W całej sprawie jest też jedna „dobra” wiadomość: odpady, choć na pewno składowane w niewłaściwy sposób, w miejscu w którym znajdują się w tej chwili, raczej nie zagrażają środowisku naturalnemu. Najlepiej jednak, gdyby w ogóle się tam nie znalazły. - Należy dołożyć wszelkich starań, żeby odpady z tamtego miejsca jak najszybciej zniknęły - mówi Marek Duraj.
Usuwanie znaleziska rozpocznie się prawdopodobnie za kilka tygodni i może potrwać nawet do września.
O sprawie usłyszysz także w serwisach Radia Eska Piła na 105,6. Obejrzyj galerię zdjęć z wnętrza hangarów i akcji jednostki chemicznej straży pożarnej:
Prowadzimy zajęcia:
- dla osób, które posiadają broń palną,...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
O Życiu Piły
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.