Płocki zespół okazał się faworytem turnieju półfinałowego III ligi koszykówki. Zobaczyliśmy, jak wygląda koszykówka na poziomie II ligi. W niedzielę mecz o wszystko.
Ekipa z Płocka okazała się faworytem naszego półfinału. Naszym zawodnikom - jak sami przyznają - zabrakło doświadczenia. Fot. Marcin Maziarz
Basket uległ płockiemu Mon-Polowi w swoim drugim meczu w turnieju półfinałowym III ligi koszykówki. Przez niemal cały mecz przewagę mieli goście, ale już w trzeciej kwarcie serca kibiców zgromadzonych w hali PWSZ zaczęły bić mocniej. Basket zaczął odrabiać straty, choć wynik trzeciej odsłony (51:62) nie zapowiadał tego, co miało stać się później.
Czwarta kwarta zaczęła się od zrywu pilskiej ekipy. Zawodnikom Basketu nagle zaczęły wychodzić rzuty za trzy punkty, potrafili też wykorzystać rzuty wolne. Gra pilan wyglądała coraz lepiej do tego stopnia, że przewaga Mon-Polu około czwartej minuty ostatniej kwarty stopniała do… jednego punktu (63:64). Mecz tak naprawdę rozpoczął się od nowa, bo w tym momencie mogło zdarzyć się niemal wszystko. Spełnił się jednak ten gorszy scenariusz: mimo wielkiego oporu ze strony Basketu, to płocczanie wywalczyli przewagę i dowieźli ją do końca.
- Wyszedł nasz brak doświadczenia - powiedział bezpośrednio po meczu kapitan Basketu, Grzegorz Przewoźniak. - To są takie mecze, w których w końcówkach ciężar gry na swoje barki musi wziąć lider. Jak nie jeden, to drugi, jak nie drugi, to jest jeszcze trzeci. To jeszcze nie dziś, nie z tak dobrze grającym zespołem. Staraliśmy się równać do zespołu z Płocka, bo nie ma co ukrywać - zagrali świetne zawody. To jest prawdziwy zespół z prawdziwego zdarzenia. Wystarczy spojrzeć w ich metryki: to nie są młodzi chłopcy, oni już swoje na boiskach zagrali. To jest właśnie ta przewaga: nie trzech, a dziesięciu, którzy biegają po boiskach od ładnych kilku lat.
Podobnie po meczu wypowiadał się Maciej Tutlewski: - Graliśmy z bardzo doświadczonym zespołem. Po rozgrywającym widać, że wiele lat spędził na parkiecie. Bardzo dobra drużyna, chłopacy świetnie poukładani. My gramy dopiero drugi sezon, więc nie zawsze jeszcze wszystko wychodzi tak, jakbyśmy chcieli. Czasami chcemy za dużo, niż potrzeba w danej sytuacji, dlatego nie doszliśmy ich na tyle, żeby wygrać.
Bardzo krytyczny dla swojego zespołu był Tomasz Pochylski: - Nasza skuteczność rzutów za trzy punkty i rzutów wolnych była - trzeba to przyznać - żenująca. Wczoraj zagraliśmy mecz życia: skuteczność 60 procent z gry, 70 procent z rzutów wolnych, 53 procent z rzutów za trzy punkty… Dzisiaj - niestety - była bardzo niska i dlatego przegraliśmy. Do tego głupie błędy. Takie podania, jak nasze dziś… Takie błędy robią siedemnastoletni juniorzy.
Dzisiejszy mecz pokazał, że różnica między poziomem gry w trzeciej i w drugiej lidze jest ogromna. Spotkanie z Mon-Polem na pewno dostarczyło wielu emocji, chyba nawet większych niż mecze z liderem wielkopolskiej III ligi - Obrą Kościan. Dokładnie było widać też, że koszykówka to sport kontaktowy. Dość powiedzieć, że Łukasz Krzemiński przez kilka minut dochodził do siebie na ławce po tym, jak został uderzony łokciem w oko. Podobna sytuacja spotkała Marcina Zająca, który otrzymał przypadkowy cios w szczękę. Dla tego zawodnika to szczególnie bolesne, bo gra z aparatem na zębach. Przed poważnymi konsekwencjami uchronił go ochraniacz, jaki zakłada na mecze - taki sam, jakich używają bokserzy.
Na szczęście zarówno Łukasz Krzemiński, jak i Marcin Zając nie odnieśli kontuzji i na pewno zagrają jutro. A jutro przed Basketem mecz o wszystko. Jeżeli nasi koszykarze pokonają Domino Inowrocław, będą mieli awans do turnieju finałowego w kieszeni.
W przerwie meczu został rozegrany konkurs rzutów z połowy boiska i po raz pierwszy połowa boiska w hali PWSZ została zdobyta. Celnym rzutem zza głowy - choć dopiero przy drugiej próbie - popisała się Katarzyna Rozpłoch. Na co dzień jest uczennicą pilskiej Nafty, a jej pasją jest - trudno by było inaczej - koszykówka. Kasia to… zawodniczka żeńskiego zespołu Basketu. Do wygranej - oprócz opanowanej techniki - potrzebna była odrobina szczęścia: by dostać się do konkursu, trzeba było złapać piłeczkę.
Połowa boiska została zdobyta po raz pierwszy, więc zaczynamy od początku. Jutro za celny rzut można zgarnąć 50 złotych. Jeżeli nikt tego nie dokona, na kolejnym meczu będzie można wygrać już 100 złotych. To spotkanie odbędzie się jednak dopiero jesienią, dlatego warto postarać się już jutro. Mecz Basket Piła - Domino Inowrocław rozpocznie się o 17.00.
Gdzie: Hala Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, ul. Podchorążych 10, Piła Kiedy:
15.00: Mon-Pol Płock - Ósemka Wejherowo
17.00: Basket Piła - Domino Inowrocław Ile: cegiełka za 2 zł na działalność klubu
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.