24 sierpnia 2010
Jacek Ciechanowski przerwał milczenie
Działacz PiS potwierdza, że spotykał się z Henrykiem Stokłosą w Niemczech, by… ratować miejsca pracy i donosi na internautów z forum Tygodnika Nowego. W samochodzie polityka ktoś przeciął przewody.
Jacek Ciechanowski przyznaje, że spotykał się z Henrykiem Stokłosą w Niemczech, jednak pomagał ratować tysiące miejsc pracy. Fot. Marcin Maziarz
Jacek Ciechanowski, działacz pilskiego Prawa i Sprawiedliwości, przerwał milczenie po tym, jak w drugiej połowie maja ukazała się, sygnowana przez Annę i Henryka Stokłosów, książka „W szponach władzy”. W odczytanym na dzisiejszej konferencji prasowej oświadczeniu zaprzeczył temu, że ostrzegał Henryka Stokłosę przed aresztowaniem. - Skąd miałem o tym wiedzieć? - skomentował. - Nie straszyłem go grożącym mu więzieniem lub zagrożeniem śmiercią. Henryk Stokłosa, jak powszechnie wiadomo, mając na swoich usługach znane kancelarie prawnicze, najlepiej wiedział czy i jakie konsekwencje mogą mu grozić z powodu prowadzonej przez niego działalności.
Ciechanowski nie zaprzecza jednak temu, że spotykał się z Henrykiem Stokłosą, kiedy ten przebywał już na terenie Niemiec. Według przedstawionej w oświadczeniu wersji, sprawa ma korzenie jeszcze w 2004 roku. Wówczas to - jak czytamy w dokumencie - zaczęły się kłopoty ówczesnego senatora ze Śmiłowa. Miał on wówczas popełnić „błędy” (nie sprecyzowano jakie), na które nałożyła się „nieadekwatna nagonka medialna na jego firmę, wszczęta po objęciu prezesury TVP w lutym 2004 roku przez związanego z Platformą Obywatelską Jana Dworaka”.
5 października 2004 r. do siedziby pilskiego PiS-u mieli przyjść dyrektor i szef marketingu należącego do Krzysztofa Horodeckiego holdingu Ekolog. Chcieli zapisać się do partii, jednak „w trakcie rozmowy okazało się, że prawdziwym powodem ich wizyty jest próba wciągnięcia PiS-u do „koalicji”, która miałaby pod pozorem walki z odorami doprowadzić do administracyjnego zakazania działalności, doprowadzenia do upadłości, a następnie do przejęcia zakładów Henryka Stokłosy. Nie ukrywali też, że miałoby to być „lekarstwem” na gospodarcze kłopoty Krzysztofa Horodeckiego”.
Jacek Ciechanowski oświadczył, że spotykał się z Henrykiem Stokłosą, by chronić przed upadkiem przedsiębiorstwo zatrudniające kilka tysięcy osób: „Próby bezprawnego przejęcia lub zniszczenia firmy Stokłosy uznałem na tyle groźne ekonomicznie i gospodarczo dla naszego subregionu, że zgodziłem się odbyć z nim kilka spotkań, by zapoznać go z bezprawnymi działaniami i planami wymierzonymi w jego firmę. Podkreślam, że jedynym moim motywem do podjęcia rozmów z Henrykiem Stokłosą była troska o zapobieżenie kilkutysięcznemu wzrostowi bezrobocia i jego negatywnym skutkom społecznym.”
Jak powiedział działacz PiS, z Henrykiem Stokłosą spotkał się około pięcu razy, a z jego żoną dwa lub trzy razy. Za każdym razem inicjatorem spotkań miał być były senator, choć - jak okazało się już w trakcie konferencji - pierwsze miało odbyć się na prośbę ówczesnego Wojewody Wielkopolskiego, Tadeusza Dziuby. Do spotkań dochodziło w roku 2006, a ostatnie odbyło się między 3 i 7 stycznia 2007 r. 30 stycznia warszawski Sąd Okręgowy podjął deczyję o aresztowaniu byłego senatora, a wkrótce - na jej podstawie - został wystawiony list gończy, a później Europejski Nakaz Aresztowania. Co istotne, Jacek Ciechanowski powiedział, że ze Stokłosą spotkał się w Niemczech, dokąd został zawieziony. O tym, że jedzie za zachodnią granicę, miał dowiedzieć się już w drodze, kilkadziesiąt kilometrów przed Odrą.
Efektem tych spotkań miało być uratowanie Eko-Utilu - bo nazwa tej właśnie spółki holdingu Stokłosów pojawiła się w czasie konferencji - przed wrogim przejęciem. - Mogę powiedzieć wprost i nie wstydzę się tego, że sobie przyznaję prawo uratowania w tamtym okresie przed upadkiem firmy Stokłosy - powiedział Jacek Ciechanowski.
Tych rewelacji nie potwierdza Anna Stokłosa. W rozmowie z Radiem Koszalin powiedziała, że podtrzymuje wersję wydarzeń opisaną w książce „W szponach władzy”, włącznie z tym, że do spotkań między nią i jej mężem, a Jackiem Ciechanowskim, dochodziło z inicjatywy tego ostatniego. Jacek Ciechanowski nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy - kiedy Henryk Stokłosa był już ścigany przez wymiar sprawiedliwości - wskazał przedstawicielom prokuratury lub policji miejsce, w którym widział go po raz ostatni.
O ile jednak przeciwko Annie i Henrykowi Stokłosom nie zamierza występować na drogę cywilną (z przyczyn finansowych), o tyle jest już gotowe pismo do Prokuratora Generalnego (Ministra Sprawiedliwości Andrzeja Seremeta) z doniesieniem o podejrzeniu popełnienia przez nieznanych sprawców czynów zabronionych. Chodzi m.in. o wpisy, jakie pojawiły się na forum internetowym Tygodnika Nowego. - Myślę, że redakcja i kierownictwo Tygodnika Nowego ponosi tutaj bardzo dużą odpowiedzialność. W okresie dwóch lat zostało napisanych dwa i pół tysiąca postów. Są tam pisane tak wredne rzeczy, których nie sposób czytać. Są tam zawarte nie tylko pomówienia, ale również groźby karalne, czy żądania „Ciechanowski musi odejść”. Mogę podejrzewać, kto jest autorem pewnej części wpisów, natomiast konkretnego określenia będę oczekiwał od prokuratury.
Działacz PiS wnosi jednocześnie o wyłączenie z postępowania organów dochodzeniowo - śledczych nie tylko z Piły, ale i z całej Wielkopolski. - Do Prokuratora Generalnego zwracam się dlatego, że od początku lat dziewięćdziesiątych złożyłem około trzydziestu moich zgłoszeń dotyczących spraw związanych z działalnością społeczną, polityczną, lub moim prywatnym życiem. W marcu przecięto mi instalację elektryczną w moim samochodzie. Myślałem, że to jakieś przypadkowe uszkodzenie mechaniczne. Okazało się, że było to w takim miejscu, gdzie nie mogło nastąpić przypadkowe uszkodzenie. Mam prawo na tej podstawie obawiać się o zdrowie i życie nie tylko moje, ale i mojej rodziny, bo tym samochodem jeżdżę nie tylko ja. To jeden z wielu przypadków. Wielokrotnie odbierałem telefony z pogróżkami. Zgłaszane na policji lub w prokuraturze, nie doczekały się żadnych czynności dochodzeniowo - śledczych. Za każdym razem była odmowa. W roku 2006 na ulicy Siemiradzkiego moja córka została potrącona przez samochód. Dwa miesiące oczekiwałem na podjęcie czynności, domagając się tego od pilskiej policji. Tego nie uczyniono. Kiedy podniosłem larum, wytłumaczono mi, że nie było zdarzenia, które wymagałoby dochodzenia. Wiadomo natomiast, że kierowca uciekł. Czy był pijany, czy nasłany, tego nigdy nie wyjaśniono. To było po pogróżkach.
Na przyszły tydzień Jacek Ciechanowski zapowiedział kolejną konferencję, tym razem właśnie w sprawie doniesienia do Prokuratora Generalnego. Oprócz Ministra Sprawiedliwości, mają je otrzymać również m.in. Amnesty International, Minister Spraw Wewnętrznych i Minister Sprawiedliwości, Diecezja Koszalińsko - Kołobrzeska, Rzecznik Praw Obywatelskich, Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz PiS.
Zapraszamy na profesjonalną sesję zdjęciową wraz z wizażem,...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
LINKI REKLAMOWE
O Życiu Piły
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.