Od niedzieli na Youtube robi furorę film nagrany w autobusie linii 50. Przez kilkanaście minut dwaj panowie wymieniali się wyzwiskami, w ruch poszły ręce. Nikt nie wpadł na to, by zadzwonić pod 997.
„Zejedź z tego telewizora, bo cię zaraz wyrzucę z tego autobusu. Zejdź z tego telewizora. Tak, ty. No k****, wyskoczysz na szczupaka z tego autobusu. Gościu, dziewczyna zrobiła ci miejsce. Przesiądź się, k****, bo naprawdę polecą zęby.” Scena z naprawdę kiepskiego filmu sensacyjnego? Nie, to fragment filmu nagranego w ubiegły piątek w autobusie linii 50 pilskiego MZK. Dodajmy: fragment o lżejszym ciężarze gatunkowym. Nagranie - prawdopodobnie z telefonu komórkowego - trafiło w niedzielę do serwisu Youtube.com i przez cztery dni zostało obejrzane prawie 100 tysięcy razy (dziś do godz. 13.00). Szybko rozprzestrzenia się po internecie - niemal natychmiast trafiło do gromadzącego śmieszne materiały serwisu JoeMonster, a w poniedziałek - na Wykop.pl, gdzie szybko znalazło się na głównej stronie.
Jednak nie wszystkim treść filmu wydaje się śmieszna. Już w poniedziałek pierwszy link do nagrania trafił na adres redakcja@zycie.pila.pl » Z zamieszczonego na Youtube.com opisu można dowiedzieć się, że jeden z mężczyzn wsiadł do autobusu na Placu Zwycięstwa z telewizorem, który postawił na podłodze, naprzeciwko środkowego wejścia. „Oczywiście nikt nie zwrócił na to uwagi, dopóki pewien wypity dziadek nie wsiadł na światłach i nie usiadł mu na telewizorze. NA POCZĄTKU GRZECZNIE WŁAŚCICIEL TELEWIZORA POPROSIŁ O ZMIANĘ MIEJSCA!” - czytamy w opisie. Dalej możemy już oglądać: na Poznańskiej mężczyźni zaczynają się wyzywać, wygrażają sobie, używają niecenzuralnego słownictwa, w końcu właściciel telewizora usiłuje siłą przesadzić starszego mężczyznę, którego zachowanie faktycznie może wskazywać na nietrzeźwość. Ten jednak nie daje za wygraną i siada z powrotem na telewizorze, choć prawdopodobnie nie jest tego świadomy. Wzbudza tym salwę śmiechu wśród pasażerów. Nie pozostaje też dłużny drugiemu z mężczyzn - próbuje go uderzyć, odpycha, w pewnej chwili pociąga za brodę. Dalej trwają wyzwiska. W międzyczasie w tle słychać, jak jeden z młodych ludzi, którzy filmowali zajście, wyraźnie rozbawiony dzwoni do mamy: „Dzwonię do matki, k****, powiem, że będę później. No, mama, ja będę trochę później, bo tutaj fajna akcja się dzieje, to sobie popatrzę. No później ci filmik pokażę.” Pod koniec nagrania starszy mężczyzna wstaje i zbliża się do drzwi, ale wyzwiska nie ustają. Właściclel telewizora również wstaje i - kiedy autobus zatrzymuje się na pierwszym przystanku w Ujściu - popycha starszego mężczyznę, a potem wypycha go z autobusu. Wysiadają też młodzi ludzie, z których jeden przez cały czas filmuje zajście. Widać jeszcze, jak właściciel telewizora grozi palcem leżącemu na chodniku starszemu mężczyźnie. Po chwili autobus odjeżdża. W końcu dwaj z młodych ludzi pomagają mu wstać.
Całe nagranie możesz obejrzeć poniżej. Obraz został zamazany celowo. Ścieżka dźwiękowa zawiera słowa powszechnie uznane za niecenzuralne:
W czasie trwającego ponad 13 minut nagrania nie zareagował kierowca autobusu, chociaż na początku filmu w tle słychać głośne „Panie kierowco, weź pan tu uspokój, bo przecież nie będziemy słuchać, do diabła”. Nie zareagował też żaden z kilkudziesięciu jadących autobusem pasażerów, choć wystarczyło sięgnąć po telefon komórkowy i zadzwonić pod 997. Wydarzenia w autobusie nie były obojętne dla jadących nim osób - na nagraniu widać, jak co chwilę ktoś odwraca głowę, ale najczęstszą reakcją jest śmiech. Dlaczego? - To pytanie do socjologów i psychologów społecznych: dlaczego, mimo że cała sytuacja trwa kilkanaście minut, żaden z pasażerów nie chwyta za telefon i nie dzwoni pod 997 - mówi komisarz Tomasz Wojciechowski, oficer prasowy pilskiej policji. - Mogę zapewnić, że gdybyśmy dostali taki sygnał, na pewno na miejscu pojawiliby się policjanci, którzy rozstrzygnęliby sytuację. W tym konkretnym przypadku osoba, która poczuje, że zostały naruszone jej prawa, może złożyć wniosek o ściganie. Tu mamy jasną sytuację: na filmie widać twarze, myślę, że ewentualne dojście do osób uczestniczących w zdarzeniu, nie stanowiłoby żadnego problemu.
Na niecodzienną sytuację nie zareagował nie tylko żaden z pasażerów, ale także kierowca. W rozdziale piątym instrukcji dla kierowców pilskiego MZK zostały opisane procedury zachowań w różnych nietypowych sytuacjach, jakie mogą wydarzyć się w autobusie. Również w przypadku awantury. Z kierowcą feralnego autobusu rozmawiał zastępca dyrektora ds. ruchu, Aleksander Wysocki: - Chciałbym zwrócić uwagę na czas, kiedy zdarzenie miało miejsce: był to piątek, godziny powrotów z pracy i ze szkół. Kierowca stwierdził - i potwierdzili to inni kierowcy - że w tym czasie w autobusie jest gwarno i tłoczno. W tym przypadku już na Placu Zwycięstwa było „śmiesznie”. W momencie, kiedy na filmie słychać „panie kierowco”, do niego doszło tylko, że jest jakaś pyskówka, ale ludzi to bawi - tak to ocenił. Uznał, że nie ma powodu, by wzywać policję. Nie mógł tego zobaczyć w lusterku, bo obydwaj panowie siedzieli i co chwilę były wybuchy śmiechu. Na tej linii w czasie powrotów młodzieży ze szkół, krzyki i śmiechy, a nawet wyzywanie, to nie jest sytuacja nadzwyczajna. Kiedy starszy mężczyzna wysiadając z autobusu upadł, obok niego znaleźli się dwaj młodzi ludzie, którzy próbowali go podnieść. Kierowca uznał, że wysiedli z zamiarem udzielenia mu pomocy, więc odjechał.
- To pytanie do socjologów i psychologów społecznych: dlaczego, mimo że cała sytuacja trwa kilkanaście minut, żaden z pasażerów nie chwyta za telefon i nie dzwoni pod 997 - mówi komisarz Tomasz Wojciechowski, oficer prasowy pilskiej policji. Fot. Marcin Maziarz
Kierowca jeszcze tego samego dnia poinformował o zdarzeniu dyspozytora.
Aleksander Wysocki zwraca też uwagę na bierność pasażerów: - W autobusie było sporo osób dorosłych. Dlaczego nikt nie podszedł do kierowcy i nie powiedział: „panie kierowco, sytuacja jest poważna, to nie jest zabawa, czy coś błahego”? Wtedy kierowca zrobiłby to, co do niego należy: powinien zatrzymać autobus i powiadomić dyspozytora lub policję. W takiej sytuacji trzeba kierowcy pomóc. Autobus ma 12 metrów długości, było w nim kilkadziesiąt osób. On nie jest w stanie widzieć wszystkiego. Kierowca nastrój, który tam panował, odebrał jako zabawę, co - podkreślam - nie jest na tej linii o tej porze rzeczą nadzwyczajną.
Nie jest też tajemnicą, że na pokładach autobusów dochodzi czasem do znacznie groźniejszych sytuacji i kierowcy czasem zwyczajnie boją się interweniować. Przypomnijmy: pod koniec lipca w autobusie wracającym z Płotek gapowicze napadli na dwóch kontrolerów biletów. Jeden z kontrolerów wylądował w szpitalu ze złamanym nosem. - Do incydentów dochodzi najczęściej na długich liniach - mówi Aleksander Wysocki. - Kierowcy atakowani są zarówno werbalnie, jak i fizycznie. Wiedzą, jak powinni się zachować. Stoimy na stanowisku, że nie potrzebujemy kierowców - bohaterów, ale sprawnych kierowców, którzy potrafią bezpiecznie wyjść z takiego zdarzenia. Przydaje się monitoring - już kilkakrotnie policja zwracała się o udostępnienie nagrań do celów dochodzeniowych. Sam fakt obecności monitoringu działa również prewencyjnie.
W feralnym autobusie nie było jednak kamer.
Krótko po 16.00 oryginalne nagranie zniknęło z serwisu Youtube.com. Jak można przeczytać pod adresem, pod którym znajdował się film, „został usunięty z powodu naruszenia warunków korzystania z serwisu”. W internecie można jednak znaleźć liczne jego kopie.
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.