Pilska szkoła jako jedyna w Polsce przygotowuje psich przewodników dla Polskiego Związku Niewidomych. PZN nie ma pieniędzy na odbiór ośmiu psów, które zamówił na początku roku. To 15 tys. zł za jednego.
Właściciel obiektu publicznego nie ma prawa odmówić wstępu osobie niewidomej z psem - przewodnikiem, choć jak mówi Barbara Patoleta (z psem) szczególnie na początku było z tym różnie. Kierowcy autobusów byli uczuleni na brak kagańca, pomimo tego, że przewodnik nie musi go mieć. Na szczęście ze świadomością społeczną jest coraz lepiej. Na drugim planie: Jerzy Przewięda. Fot. Marcin Maziarz
„Pies asystujący w trakcie szkolenia” - taki napis można zobaczyć na uprzężach kilku psów spacerujących codziennie po Pile. Najczęściej są to labradory. Jeszcze niedawno napis głosił po prostu „Nie przeszkadzać, pracuję”, co w połączeniu z sympatyczną mordą biszkoptowego czworonoga sprawiało, że wbrew pisemnej prośbie, aż chciało się do niego przynajmniej uśmiechnąć, ale prawo jest nieubłagane: napis musi brzmieć urzędowo.
Tyle tylko, że wkrótce w Pile labradorów w uprzęży z napisem o szkoleniu może nie być w ogóle. Nasze miasto jest jednym z czterech ośrodków w całej Polsce, w którym szkoli się psy - przewodników dla osób niewidomych. Ich szkolenie finansuje Polski Związek Niewidomych, ale pieniądze otrzymuje od Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Ten zaś postanowił obciąć wydatki, co odbiło się na sytuacji PZN. Związek musiał ograniczyć swoje wydatki. Padło na psy.
Z Barbarą Patoletą, treserką psów - przewodników, umówiliśmy się w piątek rano przy Galerii Kasztanowej. Przyszła razem z Lucy, ponadroczną, wesołą labradorką, jeszcze trochę łobuziakiem, ale już nabierającą poprawnych nawyków psa, który za kilka miesięcy jakiejś niewidomej osobie gdzieś w Polsce zastąpi wzrok. - Pies - przewodnik musi doprowadzić do kasy, do stanowiska obsługi, do windy, do schodów ruchomych - Barbara Patoleta tłumaczy rolę swojej podopiecznej. - Musi zatrzymać się na przykład przy końcu schodów. Zawsze, kiedy coś się zmienia, niewidomy musi się o tym dowiedzieć i jakoś zareagować.
W Pile psy - przewodnicy korzystania ze schodów ruchomych uczą się w Galerii Kasztanowej. Na naukę korzystania z windy chodzą np. do Berpilu. Fot. Marcin Maziarz
Najczęściej na przewodników szkoli się labradory, rzadziej golden retrievery, nadal, choć sporadycznie, również owczarki niemieckie, choć od tej ostatniej rasy już się odchodzi. Owczarki mają silny instynkt obrony swojego opiekuna i dochodziło już do nieprzyjemnych sytuacji.
Szkolenie psa - przewodnika trwa od ośmiu miesięcy do roku. - Tę pracę trzeba lubić - mówi Barbara Patoleta. - Wymaga dużej cierpliwości. Niektóre zadania czy komendy trzeba powtarzać nawet kilka tysięcy razy.
Na wyszkolenie jednego psa PZN wydaje 15 tys. zł, ale tylko część tych pieniędzy trafia bezpośrednio do tresera. Od tej kwoty należy odliczyć podatek VAT - netto zostaje 12,3 tys. zł. Z tych pieniędzy trzeba kupić psa, opłacić dzierżawę kojców, karmę, szczepienia, sterylizację, dwa egzaminy i dwutygodniowy kurs zżywania niewidomego z psem. Ale to nie wszystko. Szkolenie może rozpocząć dopiero roczny pies. Szczeniaki muszą „wybawić się” i dorosnąć do momentu, w którym wytrzymają kilka godzin codziennej, ciężkiej pracy. Do tego czasu przebywają w „rodzinie zastępczej”. On również kosztuje, ale nie jest to - jak by się mogło wydawać - zwykła „przechowalnia”. W psim „przedszkolu” pies chodzi na tresurę posłuszeństwa, uczy się przebywania z innymi psami, określonych zachowań i wykonywania prostych komend typu „siad”, „leżeć”, „aport” czy „zostań”.
Po pierwszych urodzinach psa zabiera treser i uczy go pracy z niewidomym. - Pod koniec rocznego szkolenia treser zakłada gogle przez które nic nie widzi i - tak jak niewidomy - zdaje się na psa - tłumaczy Barbara Patoleta. - To sprawdzian, co pies już umie i czy jest gotowy do pracy. W goglach chodzimy z asekuracją drugiej osoby tak długo, aż pies perfekcyjnie prowadzi człowieka. Jedyny moment, w którym może nie posłuchać komendy „naprzód”, jest na przejściu dla pieszych, kiedy jedzie samochód.
Lucy jest jednym z ośmiu psów, które PZN zamówił u Jerzego Przewiędy. Trzy z nich są już gotowe do służby. Fot. Marcin Maziarz
Barbara Patoleta wyszkoliła już osiem psów. W tej chwili ma pod opieką trzy kolejne, ale nie wiadomo, czy znajdą się pieniądze na ich odebranie i przekazanie niewidomym. Pilska szkoła Jerzego Przewiędy jest jedynym „dostawcą” przewodników dla Polskiego Związku Niewidomych. Oprócz niej w Polsce tresurą takich psów zajmują się jeszcze trzy fundacje, z których jedna dopiero rozpoczyna działalność. - Polski Związek Niewidomych zamówił u mnie na ten rok osiem psów - mówi Jerzy Przewięda. - W maju miałem pierwsze sygnały, że mają trudności z dofinansowaniem z PFRON, że jest im przykro i bardzo mi współczują, ale nie mogą ich odebrać. W wyniku interwencji niewidomego z Gdańska, którego pies padł na nowotwór, przy współudziale ogólnopolskich mediów znalazły się pieniądze na pięć psów. Pod koniec sierpnia otrzymałem informację, że tych pieniędzy również nie ma. W tym momencie zostałem z psami i z długami.
Problem Jerzego Przewiędy to także problem treserów psów. Oprócz Barbary Patolety, przewodników szkolą też studentka z Wrocławia i tegoroczna maturzystka. Dla treserów to normalna praca, z której się utrzymują przynajmniej częściowo. - W tej chwili nie stać mnie na to, żeby odebrać te psy - mówi Jerzy Przewięda. - Sytuacja jest patowa. Są przygotowane psy, są chętni do ich odbioru, ale nie ma pieniędzy. Psa nie mogę postawić na półce, on musi przez cały czas pracować.
W tej chwili niewidomi mogliby od razu odebrać trzy psy. Dwa kolejne Jerzy Przewięda przekazał już prywatnie. Pięć jest nadal przygotowywanych. Przez siedem lat współpracy pilska szkoła wyszkoliła dla PZN ponad 60 psów. To zdecydowanie za mało. Jak mówi treser, w dużo mniejszych od Polski Czechach rocznie przygotowywanych jest 35 - 37 psów. W Polsce - 10 - 12, łącznie z psami przygotowywanymi przez fundacje - maksymalnie 15. Tylko w Gdyni, w kole PZN na psa - przewodnika czeka 16 osób. Najwięcej przewodników trafia do największych miast, ale psy ze szkoły Jerzego Przewiędy prowadzą niewidomych w prawie całej Polsce - nie ma ich tylko w Zachodniopomorskiem i na dalekim południu kraju.
Niewidomi najczęściej są bardzo zadowoleni z nowych, czworonożnych przyjaciół. Jerzy Przewięda zaznacza, że tak naprawdę nie wiadomo kiedy i komu mogą być potrzebni. - Wśród tych sześćdziesięciu osób, cztery straciły wzrok w wypadkach drogowych. To może sięgnąć każdego z nas.
„Nie przeszkadzać, pracuję”, czyli jak zachować się wobec psa - przewodnika?
Wzbudzają sympatię i aż chciałoby się je pogłaskać, ale lepiej tego nie robić. Mówi Barbara Patoleta: - Tym psom nie można przeszkadzać, nie można ich przywoływać, machać rękoma przed nosem. Są bardzo przyjazne i lgną do każdego, ale to psa rozprasza. Jeszcze przez chwilę chciałby się obejrzeć, bo może jest szansa, żeby z tą osobą się pobawić. Może być niebezpieczeństwo, że niechcący niewidomego wprowadzi w dziurę czy przeciągnie przez krawężnik. Dlatego prosimy wszystkich, żeby nie zaczepiać psa, który ma założone szorki.
SKUP I SPRZEDAŻ GIER PS2 PS3 XBOX PSP
WYMIANY GIER:PS2-10ZŁ PS3, XBOX, PSP-15ZŁ
CO...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
O Życiu Piły
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.