To oni czuwają z góry nad lasami dookoła Piły. Na pół roku baza lotnicza w środku lasu stała się ich domem.
Leśna Baza Lotnicza w Krępsku widziana ze środka pasa startowego. Fot. Marcin Maziarz
Reklama
Z Jedenastki w Krępsku skręcam w lewo, potem dwa kilometry wąską, asfaltową szosą, a potem jeszcze niecały kilometr leśną, dość szeroką, ale piaszczystą drogą. Przyzwyczajony do asfaltu zastanawiam się przez chwilę, czy jeżeli zatrzymałbym samochód, to ponownie ruszyłbym bez problemu, czy jednak przydałaby się łopata, której jeszcze nie wyciągnąłem z bagażnika po zimie. Wolę tego nie sprawdzać. Tak czy inaczej w końcu za drzewami zaczyna majaczyć wielka polana, na której stoi żółty Dromader. Na ziemi, z bliska jest dużo większy niż wydaje się w locie, kiedy wolno przesuwa się nad lasem. To zresztą też złudzenie - w rzeczywistości leci około 200 km/h. Parkuję samochód przed parterowym domkiem. Jestem w Leśnej Bazie Lotniczej Krępsko. To stąd startują Dromadery, które co roku gaszą pożary lasów dookoła Piły.
Z góry widać, że baza ma kształt litery „ł”. Krótsza, ukośna „kreska” leży dokładnie na linii wschód - zachód. To tu znajduje się płyta postojowa samolotów. Dłuższa prosta to pas startowy. Co ciekawe, jest o 10 metrów szerszy niż ten w Pile. Jest jednak znacznie krótszy - 850 metrów - i ma nawierzchnię trawiastą. Nawet w czasie największej suszy jest zielony - na całej długości pasa został zainstalowany system zraszaczy. Nawadnianie zaczyna się automatycznie o 21.00.
Dziś w Krępsku stacjonują dwa samoloty: gaśniczy Dromader i patrolowa Cessna. Drugi Dromader bazuje w Herburtowie. Fot. Marcin Maziarz
W tej chwili w Krępsku bazują dwa samoloty: gaśniczy PZL M-18B Dromader i patrolowa Cessna-172. Drugi Dromader stacjonuje w „satelitarnej” bazie w Herburtowie, która powstała po wielkim pożarze Puszczy Noteckiej w 1992. Załoga bazy w Krępsku to trzy osoby: dwaj piloci i mechanik. Przez pół roku baza jest dla nich domem. Do dyspozycji mają trzy małe pokoje i sporą kuchnię. W słoneczne dni „na pracę” mogą czekać na dworze - przed budynkiem stoją dwa drewniane stoły z ławami. Jest nawet miejsce na ognisko. Pod wiatą widać samobieżne kosiarki. W końcu koszenie trawy na pasie startowym o powierzchni sześciu hektarów to nie przelewki.
W tym roku pożarów jeszcze nie gasili - latali jedynie na ćwiczenia. Kiedy jednak po raz pierwszy rozlegnie się alarm, który słychać nawet w odległych miejscach bazy, na start będą mieli kilka minut. Dyspozycję startu wydaje dyżurny pilskiego nadleśnictwa. Załoga bazy prowadzi jednak stały nasłuch radiowy i kiedy wszystko wskazuje na to, że będzie potrzebna, zaczyna przygotowania, tak by po oficjalnej dyspozycji tylko włączyć silnik, wykołować na końcówkę pasa i wystartować.
Szef bazy w Krępsku, pilot Jan Domeracki i pilot Grzegorz Rogorzyński. Fot. Marcin Maziarz
Niestety, pierwsze wezwanie z dnia na dzień staje się coraz bardziej prawdopodobne, bo od kilkunastu dni utrzymuje się najwyższy stopień zagrożenia pożarowego. Ale loty gaśnicze, to nie jedyna praca, jaką wykonują samoloty z Krępska. - Zanosi się na to, że pod koniec maja możemy wykonywać loty agrotechniczne - mówi Jan Domeracki, pilot i kierownik bazy. - Będziemy zwalczać brudnicę mniszkę. Leśnicy zakładają, że na terenie pilskiej dyrekcji może to być nawet dziesięć tysięcy hektarów lasów. Decyzja na razie nie zapadła - nie wiadomo, czy po ostatnich mrozach zagrożenie nie zmniejszyło się. Czy będziemy latać - okaże się dopiero pod koniec maja.
Jan Domeracki jest prawdziwym weteranem bazy w Krępsku. To jego 25. sezon w tym miejscu. W najlepszych dla bazy czasach, stacjonowało w niej nawet 6 samolotów: 3 Dromadery, 1 patrolowy i 2 An-2: jeden w wersji agro i drugi do lotów turystycznych. Szef bazy wspomina też sezon, kiedy pas startowy nie nadawał się do użytku - winowajcami były dziki. Na czas rekultywacji, która potrwała cały sezon, baza została przeniesiona na lotnisko w Pile.
Jak mówi Jan Domeracki, dziś latający strażacy mają mniej pracy niż kilkanaście lat temu. - Teraz wszyscy mają przy sobie telefony i od razu powiadamiają straż. W ostatnich latach braliśmy udział w gaszeniu większych pożarów i pożarów wierzchołkowych - tam gdzie nie mogą podejść strażacy.
Samoloty z bazy w Krępsku działają na terenie całego dawnego województwa pilskiego.
W rzeczywistości Dromader jest zdecydowanie większy, niż wydaje się w powietrzu. Fot. Marcin Maziarz
Piloci z Krępska mają bardzo duże doświadczenie. Grzegorz Rogorzyński opryskiwał pola bawełny w Afryce. W Algierii pilotował jeden z ponad stu samolotów, które zwalczały plagę szarańczy, w Sudanie - choć jak sam przyznaje, było to smutne - zwalczał ptaki, które niszczyły uprawy zbóż, co groziło głodem w całym kraju.
Jak mówi Grzegorz Rogorzyński, są dni, w których po prostu czeka się w gotowości, ale są też dni, w których nie wysiada się z samolotu. - W 1992 roku gasiłem olbrzymi pożar lasów w okolicy Torunia - mówi. - Przez trzy dni lataliśmy od wschodu do zachodu słońca, potem było jeszcze dogaszanie. 1992 rok w ogóle był wyjątkowy. W tym samym czasie, kiedy gasiliśmy pożar w okolicach Torunia, płonęła Puszcza Notecka. Samoloty z bazy w Toruniu nie mogły przylecieć na pomoc tutaj, a oni nie mogli pomóc nam.
Pożar Puszczy Noteckiej był jednym z największych pożarów lasów w powojennej historii Polski. Wybuchł 10 sierpnia 1992 r. Spłonęło 5.770 hektarów lasów, 19 budynków gospodarczych i trzy gospodarstwa rolne. Ogień rozprzestrzeniał się tak szybko, że strażacy, by ratować swoje życie, musieli porzucać samochody. Ogień zagroził Wieleniowi. O rozmiarze katastrofy może też świadczyć też to, że swąd palonego drewna wieczorem, 10 sierpnia, bardzo dobrze było czuć w Pile. Zobacz jak wyglądał pożar Puszczy Noteckiej na unikatowym nagraniu strażaka - ochotnika:
Dromader zabiera jednorazowo do dwóch tysięcy litrów wody. Może ją zrzucić jednorazowo jak bombę wodną, może też smużyć. Zrzucana bomba może być czystą wodą, lub składać się z wody i środka pianotwórczego Deteor. To, czym gaszą ogień latający strażacy, zależy od dyspozycji z ziemi. Smużenie jest skuteczne przy pożarach traw - może odciąć dostęp ognia do lasu.
W powietrzu samoloty gaśnicze mają absolutne pierwszeństwo - nawet przed szybkimi samolotami wojska. - Znajdujemy się w rejonie poligonu w Nadarzycach, ale to tylko kwestia informacji telefonicznej przekazanej do Gdańska - tłumaczy Jan Domeracki. - Podajemy co się dzieje i informacja gorącą linią trafia do jednostki, która tutaj lata. Wtedy oni zmieniają trasy lub zajmują wyższy pułap. Loty patrolowe uzgadniamy bezpośrednio z kierownikami lotów poszczególnych lotnisk - najczęściej w Krzesinach, Lidzbarku Warmińskim i Świdwinie.
Krzyż w miejscu, w którym 19 lipca 1992 rozbił się Zlin-42. W katastrofie zginęły dwie osoby. Fot. Marcin Maziarz
Na koniec wizyty idziemy w jeszcze jedno ważne miejsce w bazie. To krzyż ustawiony w miejscu, w którym 19 lipca feralnego roku 1992 rozbił się patrolowy Zlin-42. W katastrofie zginął pilot Krzysztof Gutsche i pasażer Marek Grala. Jak wspomina Jan Domeracki, cała ówczesna załoga bazy w Krępsku została zawieszona w lotach. Z tego powodu nie brała udziału w gaszeniu pożaru Puszczy Noteckiej.
SKUP I SPRZEDAŻ GIER PS2 PS3 XBOX PSP
WYMIANY GIER:PS2-10ZŁ PS3, XBOX, PSP-15ZŁ
CO...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
O Życiu Piły
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.