Co zaszło na Dolnym Śląsku? Pilanin przyznaje się jedynie do głośnej rozmowy z policjantami, bo nie zgadzał się, że worek, który wypadł z samochodu stanowił zagrożenie dla ruchu drogowego.
Reklama
- 9 czerwca otrzymaliśmy zgłoszenie, że osoby jadące samochodem marki Volkswagen wyrzucają z niego śmieci - powiedział Radiu Eska Piła aspirant sztabowy Marek Madeksza, oficer prasowy policji w Lwówku Śląskim. - Pan, który jechał za nimi, poczuł się zbulwersowany i powiadomił nas. Dyżurny w rejon, w którym poruszał się samochód, skierował patrol. Samochód został zauważony w rejonie jednej ze stacji paliw. Auto zostało zatrzymane do kontroli. Za samochodem zatrzymał się pan, który poinformował, że to właśnie z tego samochodu były wyrzucane śmieci. Policjanci przystąpili do czynności wobec kierującego pojazdem. Kierujący był trzeźwy, natomiast pasażerowie - po spożyciu alkoholu. W pewnym momencie do interweniujących policjantów wyszedł 35-letni mieszkaniec Piły, który zaczął wymuszać na policjantach, aby odstąpili od czynności. Stawał się coraz bardziej agresywny. Policjanci prosili pasażera, aby poszedł do auta, bo nie wykonują z nim żadnych czynności, i aby zachowywał się zgodnie z przepisami. Tenże pan nie stosował się do żadnych poleceń, nie reagował na prośby policjantów. Nie reagował też na prośby swoich kolegów. W pewnym momencie próbował uderzyć policjanta, odpychać go. Policjanci, widząc, że ich prośby są nieskuteczne, w momencie, kiedy pan stawał się coraz bardziej agresywny, wręcz popychał i uderzał policjantów, został przez nich zatrzymany i doprowadzony do Komendy Powiatowej Policji w Lwówku Śląskim.
Mężczyzna: - Wraz z przyjaciółmi jechaliśmy w góry. Po drodze chciałem wyciągnąć ze schowka płytę CD. Kiedy go otworzyłem, wiatr wywiał worek śniadaniowy. W Lwówku Śląskim jakiś kierowca podjechał do stojących na stacji paliw policjantów i poinformował ich, że wyrzuciliśmy z samochodu jakąś reklamówkę. Policjanci zatrzymali nas i oświadczyli, że stworzyliśmy zagrożenie w ruchu drogowym, ze co można otrzymać sześć punktów karnych i pięćset złotych mandatu. Na początku kolega - kierowca - w radiowozie przebywał sam, ale kiedy minęło dziesięć czy piętnaście minut, podszedłem i zapytałem dlaczego. Policjant poinformował mnie, że popełniliśmy takie wykroczenie, z czym nie mogłem się zgodzić. Powiedziałem, że ta reklamówka wyleciała i bardzo przepraszamy. W tym momencie policjant powiedział, że nic się nie da zrobić, otworzył drzwi i swojemu partnerowi powiedział, że ma robić co do niego należy. W tym momencie naprawdę się rozzłościłem. Zapytałem, dlaczego karzą uczciwych ludzi za coś, czego nie zrobili. Mogą nam wypisać mniejszy mandat, ale nie pięćset złotych i sześć punktów. Nie za to, co zrobiliśmy.
Mężczyzna nie zaprzecza, że kłócił się z policjantem. - Nie pamiętam, co mówiłem, byłem naprawdę mocno zdenerwowany.
Nie wypiera się także tego, że był nietrzeźwy. - W Bolesławcu zjedliśmy obiad, do którego wypiliśmy po trzy setki wódki. Myślę, że na trzeźwo próbowałbym się lepiej dogadać z policjantami, ale też kwestionowałbym to, co nam zarzucali.
Rzecznik: - W trakcie dalszych czynności ten pan próbował wręczyć policjantom korzyść majątkową, na co oni się nie zgodzili.
Mężczyzna: - Nikomu nie proponowałem łapówki. Policjanci zabrali mnie i kolegę, który kierował samochodem, na komendę, spisali protokół, którego nie dostałem do przeczytania, tylko kazali mi go podpisać. Powiedziałem, że go nie podpiszę, bo nie czuję się winny tego, co się stało. Działo się to w sali podobnej do sali kinowej. Kilka ławek ustawionych w rzędzie, może siedem, może osiem i trzy albo cztery rzędy do góry. Było to takie przesłuchanie. Policjanci coś pisali, coś do mnie mówili, ale nie dostałem niczego do przeczytania.
W czasie przesłuchania - jak mówi mężczyzna - miała miejsce jeszcze jedna nieprzyjemna sytuacja. - Problem pojawił się, kiedy podałem adres zamieszkania na jednej ulicy, a w dowodzie rejestracyjnym był zapisany adres na drugiej. Chciałem wyciągnąć z tylnej kieszeni spodni dokumenty, żeby pokazać, gdzie faktycznie jestem zameldowany. Panowie podbiegli i wyszarpnęli mi portfel i dokumenty łącznie z guzikiem. Wszystko rozsypało się na ziemi, panowie policjanci to pozbierali.
Stamtąd pilanin został zabrany do szpitala. - Tam lekarz zapytał tylko czy jestem zdrowy. Stamtąd przewieziono mnie do izby wytrzeźwień i tam mnie osadzono. W izbie wytrzeźwień spędziłem noc, wyszedłem około dziesiątej. Stamtąd do komendy odwieźli mniej dwaj inni policjanci, zresztą bardzo życzliwi. Na komendzie byłem traktowany bardzo normalnie. Podszedł starszy pan, prawdopodobnie kierownik sekcji, powiedział, że za chwilę będzie komplet dokumentów. Potem poprosił mnie o przejście do góry. Tam notatkę spisywał młodszy pan, również bardzo życzliwy. Na początku dostałem pięć zarzutów, z czego dwa nie zostały spisane. Potem ten starszy pan przyniósł już tylko dwa zarzuty. Były opisane paragrafami, a chodziło o to, że wykrzykiwałem i miałem napaść na funkcjonariusza. Napaści nie było, bo moim zdaniem, żeby można mówić o napaści, trzeba kogoś choćby porysować paznokciem. Czegoś takiego nie było, ale protokół z dwoma zarzutami podpisałem.
W relacjach dwóch stron pojawia się jeszcze jedna sporna kwestia. Rzecznik: - Pan, chcąc wymusić na policjantach odstąpienie od czynności, stwierdził, że jest posłem do Sejmu, później podawał się za wiceprezydenta Piły. Policjanci zweryfikowali te informacje, okazały się nieprawdziwe.
Mężczyzna: - To nieprawda, nic takiego nie miało miejsca. Nie podawałem się ani za posła ani wiceprezydenta Piły. Nie mam pojęcia skąd taka informacja.
Sprawa w Lwówku Śląskim zakończyła się grzywną w wysokości 2,8 tys. zł. - 840 złotych miałem w portfelu. Dwa tysiące miała żona, bo była nastraszona, że mam straszne zarzuty i to będzie kosztować - pieniądze miała przygotowane na adwokata. Kwota grzywny została dostosowana do pieniędzy, które mieliśmy przy sobie w tamtej chwili.
Co dalej? - Nasz pełnomocnik będzie składał stosowne pisma do Komendy Powiatowej Policji w Lwówku Śląskim. Będziemy dochodzić swoich praw. Jestem w Pile rozpoznawalną osobą i chciałbym wyjaśnić tę sytuację. Nie może być tak, że osobie jadącej samochodem wyleciał worek i jest to traktowane jak przestępstwo. Ludzie popełniają straszne rzeczy i się do tego nie przyznają, a ze mnie zrobiło się totalnego kryminalistę.Kup, sprzedaj, zamień, znajdź lub daj pracę - ogłoszenia drobne w Życiu Piły »
Zatrudnię osobę (najchętniej uczącą się) do pracy w sklepie motocyklowym.
Mile...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
O Życiu Piły
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.