12 października 2011
Trzecia płyta The Cuts trochę jak Röyksopp
Rozmowa z Przemkiem Zdunkiem, frontmanem The Cuts o trzeciej płycie: o inspiracjach, nagrywaniu w domu na Kaszubach, latach osiemdziesiątych i o tym, że to prawdopodobnie ostatni album nagrany dla obecnego wydawcy.
The Cuts. Od lewej: Pan TT, Przemek Zdunek, Tom Horn. Fot. Sławek Nakoneczny
Reklama
Zacznijmy od najłatwiejszego pytania: kiedy?
Przemek Zdunek:- Wszystko wskazuje na to, ze w styczniu. Ciężko nad nią pracujemy i robimy wszystko, żeby do stycznia zdążyć. Taka jest umowa z wydawcą, że płyta ma być gotowa do końca roku i w sklepach pojawi się w styczniu. Zarówno my, jak i on, zamierzamy tej umowy się trzymać.
Wydawca to ciągle Sławek Pietrzak?
- Ciągle Sławek Pietrzak. Mamy kontrakt na trzy płyty. To jest trzecia płyta z SP Records i - jak sądzę - ostatnia.
Naprawdę?
- Myślę, że tak.
Wiecie już ile utworów się na niej znajdzie?
- W studiu spędziliśmy sporo czasu, ale nie wiemy jeszcze ile utworów znajdzie się na płycie, bo w tej chwili jest ich - niedokończonych - kilkanaście. Być może przez najbliższe dwa miesiące powstanie coś jeszcze, a z tego wybierzemy około dziesięciu.
Zaszyliście się na Kaszubach…
- Wyglądało to fantastycznie. To była miejscowość Kamienica Królewska. Wynajęliśmy dom przy samym jeziorze, w fantastycznych okolicznościach przyrody, z pięknym ogrodem… Przede wszystkim z ciszą i z brakiem zasięgu telefonii komórkowej. Mogliśmy się skupić tylko na robieniu muzyki. Właściciele domu sobie, a przy okazji też nam, stworzyli taki klimat, że prawie nie chciało się stamtąd wychodzić. Gdyby nie to, że wokół było tak pięknie, pewnie w ogóle nie wychodzilibyśmy z domu.
Jak będzie brzmiała ta nowa płyta? Ci, którzy już słyszeli fragmenty, mówią, że zaszły pewne zmiany.
- Klimat, który panował na Kaszubach, będzie miał spore odbicie na tej płycie. Ta płyta będzie chyba trochę bardziej nastrojowa niż dwie poprzednie, czasami spokojniejsza. Już wiemy, i myślę, że to się nie zmieni, choć u nas bywa różnie, że będzie ją otwierał utwór, którym już otwieramy koncerty. Jego tytuł to „7 minut”, a trwa prawie osiem minut, na co rok, czy dwa lata temu na pewno nie pozwolilibyśmy sobie. W tamtym okresie wydawało nam się, że ośmiominutowy utwór, to musi być coś strasznie nudnego, a tu okazuje się, że chętnie go słuchamy i chętnie gramy. Zagraliśmy go na koncertach kilka razy i widać, że podoba się publiczności. To pierwszy znak, że ta płyta będzie inna.
Cecha charakterystyczna tej płyty, to to, że o wiele bardziej skupiliśmy się na wokalach. Śpiewamy wszyscy trzej, jest dużo chórków. Jest chyba dużo więcej melodii, niż na poprzednich płytach…
Posłuchałem singla „Ty i ja” i być może to wina obrazka do niego, ale mam wrażenie, że poszliście - przynajmniej w tej piosence - trochę w stronę Kraftwerk, trochę w stronę Depeche Mode z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych
- Trochę tak. Kraftwerk, Depeche Mode, muzyka lat osiemdziesiątych, to muzyka, którą lubimy, cenimy…
Ale nie jest dla was reprezentatywna. Przynajmniej do tej pory nie była.
- Nie była. Nie robimy muzyki w ten sposób: „OK, ta piosenka musi brzmieć, jakby była zrobiona w osiemdziesiątym czwartym”. Musi brzmieć jak The Cuts w 2011, czy nawet 2012, a to, że te utwory nawiązują do stylistyki sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat, wynika z tego, że my takiej muzyki słuchamy i ją lubimy.
Przed waszym ostatnim koncertem w Browarze zaskoczyło mnie to, że z głośników leciał Röyksopp. Płyta będzie nawiązywać do takiej stylistyki?
- Na pewno. Röyksopp jest jednym z naszych ulubionych zespołów i nawet tych kilka osób, które słuchały wstępnych miksów utworów z naszej nowej płyty, nierzadko wypowiadały nazwę Röyksopp. Ta płyta będzie o wiele bardziej nastrojowa niż dwie poprzednie, a Röyksopp kojarzy się z taką dość pejzażową muzyką.
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.