Tym razem bardziej mały film niż teledysk. „7 minut” nie będzie singlem - jest na to zbyt długi - ale doczeka się własnego obrazka. Praca od mglistego poranka…
Część scen klipu „7 minut” była nagrywana nad Zalewem Koszyckim. Fot. Marcin Maziarz
Reklama
Co robią The Cuts w zaroślach nad Zalewem Koszyckim? Oczywiście nowy teledysk. Tym razem obrazek powstaje do najdłużsego utworu z nadchodzącego, trzeciego albumu grupy - „7 minut”. Zespołu nie gonią terminy, bo klip powstaje do utworu, który nie będzie singlem - jest na to zbyt długi. To jednak także jego „wartość dodana” - obrazek, który do niego powstanie, będzie krótkim filmem. - Stacje radiowe nie lubią utworów, które mają więcej niż trzy minuty - mówi Przemek Zdunek. - Tak naprawdę my żyjemy głównie w internecie i na koncertach. Przekonaliśmy się, że ten właśnie utwór bardzo podoba się publiczności, my też go bardzo lubimy, dlatego zdecydowaliśmy się zrobić taki eksperyment: ni to teledysk, ni to mały filmik. Nie będzie miał skomplikowanej fabuły ani rozbudowanej obsady - będzie to raczej namalowany aparatami obraz.
Praca na planie zdjęciowym zaczęła się około piątej rano. - Zależało nam na tym, żeby złapać jak najwięcej mgły i porannego światła - tłumaczy Przemek Zdunek. - Chcemy, żeby ten klip miał taki klimat trochę mroku, trochę tajemniczości, trochę senności. Taki jest utwór, do którego powstaje teledysk. Występuje w nim facet, który ucieka przed zjawą. Ta zjawa goni go, śledzi. Nie biegnie za nim, ale bohater cały czas przeczuwa, że musi uciekać.
Ekipa pracująca przy klipie. Od lewej: Ania Piwowarczyk (stylizacje), Tom Horn (w roli zjawy), Sławek Nakoneczny (operator) i Przemek Zdunek (w roli uciekającego). Fot. Marcin Maziarz
Drugoplanowym „bohaterem” klipu będzie samochód. - Szukaliśmy auta, które z jednej strony będzie trochę oldtimerem, ale z drugiej - nie będzie to Warszawa, czy jakiś stary Mercedes, bo to już trochę oklepane. Chcieliśmy, żeby to było auto, które dla wielu osób jest kultowe, a z drugiej strony - wiele osób go nie zna. Znaleźliśmy Audi Coupe z 1983 roku. Podoba nam się nie tylko samo w sobie, ale także to, jak jeździ, dlatego nagrywanie scen w samochodzie sprawia mi bardzo dużą frajdę.
Niestety, dokładny termin premiery klipu nie jest znany. Obraz do „Siedmiu minut” powstaje poza oficjalnymi materiałami promocyjnymi nowego albumu, dlatego The Cuts nie muszą się spieszyć z jego produkcją. - Ani wydawca, ani my sami nie mówimy sobie, że klip musi być gotowy na przykład na początku grudnia - tłumaczy Przemek Zdunek. - Jeżeli będzie - będzie fajnie, ale być może okaże się, że nie uda nam się nagrać wszystkich ujęć w ciągu jednego dnia i będziemy kręcić za tydzień, za dwa tygodnie, a może jutro… Zobaczymy jak będzie przebiegał montaż. Wiadomo, że chcielibyśmy, żeby było to wcześniej niż premiera płyty, dlatego sądzę, że teledysk będzie gotowy w tym roku.
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.