14 listopada 2011
Na Leszkowie śmieci pachną dużymi pieniędzmi
Gwda wydała na nową kompostownię 9 milionów złotych. Ciągle uczymy się segregować szkło, plastik i papier, a przed nami nauka kolejnego proekologicznego zachowania: w perspektywie „mokry kubeł”.
Realizacja projektu nowej kompostowni trwała 16 miesięcy. Kosztowała 9 mln zł. Fot. Marcin Maziarz
Reklama
Nasze śmieci wkrótce będą pokonywać dłuższą drogę, ale - wbrew pozorom - środowisku wyjdzie to tylko na dobre. Na Leszkowie ruszyła nowa kompostownia, warta 9 milionów złotych, która sprawi, że na wysypisko w Kłodzie trafi zdecydowanie mniej odpadów.
Dotychczas na terenie Spółki Wodno - Ściekowej Gwda działała już kompostownia, jednak jej wpływ na to, co trafia na składowisko był ograniczony. Do tej pory spółka mogła przyjmować jedynie odpady ze źródeł przemysłowych, bo tylko one były w stanie zapewnić czysty strumień odpadów biodegradowalnych. „Czysty” czyli jednorodny - na przykład odpady produkcyjne z przetwórni owoców. W takim surowcu - bo dla kompostowni odpady to właśnie surowiec - nie ma ryzyka, że znajdzie się coś, z czym natura sobie nie poradzi. Kompostownia jest w stanie przekształcić go w stuprocentowy nawóz.
I właśnie to się zmienia. Teraz na Leszków mogą już trafiać zwykłe odpady komunalne, do których nadal wrzucamy właściwie wszystko - od obierek ziemniaków przez jednorazowe pieluchy i aluminiowe puszki, po rzeczy, które do domowego kosza na śmieci nie powinny trafić, a mimo to nadal pozbywamy się ich w ten sposób - jak zużyta świetlówka czy rozbity termometr.
- Dzięki tej kompostowni spełnimy unijne normy gromadzenia, składowania i odzyskiwania odpadów - tłumaczy Bogdan Giergielewicz, prezes Spółki Wodno - Ściekowej Gwda. - Jako gmina unikniemy kar, ale jest to równoznaczne z tym, że za jakiś czas na mieszkańców zostaną nałożone nowe obowiązki związane z segregowaniem odpadów. Chodzi o to, by do śmieci, które wytwarzamy, nie trafiały odpady do recyklingu: szkło, plastik, papier, metal, i w ten sposób dało się wyselekcjonować odpady organiczne.
Wszystkie odpady pochodzenia roślinnego i zwierzęcego mają wrócić do przyrody. - Już w tej chwili istnieje ciąg technologiczny, na końcu którego produkowany jest nawóz - mówi prezes Gwdy. - Chcemy, żeby jak największa część śmieci pochodzenia biologicznego trafiła właśnie tam. Odpady, które będą zmieszane z różnych powodów - od braku umiejętności po lenistwo - trafią do nowej kompostowni. Balast, czyli wszystko to, czego nie da się przetworzyć, będzie trafiać na składowisko. Jest szansa, by ten balast stanowił zaledwie dwadzieścia procent tego, co na wysypisko trafia dziś.
Żółta maszyna służy do napowietrzania pryzm odpadów. Pomarańczowa to mobilne sito do oddzielania poszczególnych rodzajów śmieci. Fot. Marcin Maziarz
Do czego można wykorzystać śmieci przetworzone w kompostowni? - Jeżeli nadal będą zmieszane, mogą posłużyć do rekultywacji wysypisk - tłumaczy Bogdan Giergielewicz. - Jest to nadal odpad, jednak taki, który ma pewną niszę gospodarczą. Jeżeli nie znajdziemy takich składowisk, będzie składowany jako odpad organiczny na wysypisku, jednak będzie to odpad pozbawiony zjadliwości, typu emisja metanu czy siarkowodoru. Będziemy jednak dążyć do wprowadzenia tak zwanego „mokrego kubła”, do którego w domu wrzuca się tylko odpady biologiczne pozbawione innych domieszek. Taki model w tej chwili jest wdrażany na przykład w Londynie. Takie odpady mogą trafić do nas bezpośrednio z pominięciem instalacji sortowniczej. Nie jestem optymistą, mam świadomość tego, że będziemy musieli te śmieci dosortować ręcznie.
„Mokry kubeł” nie pojawi się w Pile szybko. Tak naprawdę nie jest pewnie, czy w ogóle. - To decyzja Rady Miasta - mówi prezes Gwdy. - Potem gmina musi ogłosić przetarg na obsługę systemu. Jak to będzie działało, będziemy dyskutować o tym 15 listopada w gronie burmistrzów i wójtów gmin Północnej Wielkopolski.
Co właściwie dzieje się z odpadami przywiezionymi do kompostowni? - Proces kompostowania jest jednym z prostszych procesów występujących w przyrodzie - tłumaczy kierownik kompostowni Tomasz Wojciechowski. - Mikroorganizmy tlenowe, wydzielając ciepło, rozkładają masę węgla organicznego, upraszczają łańcuchy węglowe. Następuje proces humifikacji związków organicznych zawartych w odpadach. Przykładowe obierki ziemniaków przestają być obierkami. Co się stanie, jeżeli zostaną zakopane w ziemi? Za jakiś czas ich nie będzie - będzie za to ziemia. To właśnie humifikacja, rozkład do postaci pierwotnej. Rośliny, żyjąc w glebie, czerpią dwutlenek węgla i węgiel z powietrza, resztę mikroelementów - z gleby, i w ten sposób tworzy się ich masa. Humifikacja, to - w skrócie - to samo, tyle że w drugą stronę. Jedyna różnica jest taka, że u nas ten proces jest intensywniejszy. Przydomowy kompostownik, jaki duża część z nas zbijała kiedyś z desek, to właściwie to samo, tyle, że u nas ma to dużo większą skalę.
- Dlaczego przemysł segreguje odpady? Bo jest to tańsze. Tańsze będzie również dla obywateli, tylko musimy się tego nauczyć - mówi kierownik kompostowni Tomasz Wojciechowski. Fot. Marcin Maziarz
Jak długo trwa proces kompostowania? - Wszystko zależy od jakości surowca, pogody, od intensywności pracy - mówi Tomasz Wojciechowski. - Generalnie to czas rzędu jednego do dwóch miesięcy. Jeżeli jest ładna pogoda, nie pada deszcz i jest ciepło, cały proces trwa krócej. Proces kompostowania trwa tak naprawdę na homogenizacji i napowietrzaniu pryzm. Do dużych pryzm odpadów wprowadzamy to, czego mikroorganizmy kompostujące potrzebują - tlen.
Wbrew pozorom produkcja kompostu nie powoduje szczególnych dolegliwości zapachowych. Owszem, w czasie przebywania na terenie kompostowni czuć, że nie jest to fabryka perfum, jednak można normalnie oddychać, a na otwartej, wielohektarowej przestrzeni, smród nie jest większy niż ten, jaki wydają śmieci, których wieczorem nikomu nie chciało się wynieść z domu. Tyle, że tu odpadów jest… pięć tysięcy ton. - Z tego powodu kompostownia jest oddalona od miasta - mówi kierownik obiektu. - Po drugie są całe rzędy nasadzeń ochronnych, które po części będą wyłapywały substancje wonne. Po trzecie - mamy system monitoringu meteorologicznego, dlatego nie przerzucamy mas odpadów przy wschodnim wietrze, który powodowałby przenoszenie odorów nad miasto. Poza tym napowietrzanie staramy się przeprowadzać tak często, by nie występowały momenty gnicia, które są jedynym źródłem złych zapachów. Nie ma najmniejszego porównania z tym, co działo się z osadami z ziemniaczanki. Zresztą ten problem rozwiązała właśnie Gwda.
Do tej pory kompostownia Gwdy mogła przerobić maksymalnie 40 tysięcy ton odpadów rocznie. W tej chwili jej możliwości zostały zwiększone do 60 tysięcy ton w ciągu roku. Inwestycja kosztowała 9 milionów złotych. 40% SWŚ Gwda sfinansowała z własnych środków. Pozostała część to pożyczka z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Jeżeli wdrażanie i eksploatacja kompostowni będzie przebiegać prawidłowo, pożyczka może zostać umorzona w trzydziestu procentach. Realizacja inwestycji trwała 16 miesięcy, budżet kosztorysowy został przekroczony o 50 tys. zł - nadwyżka w całości została pokryta ze środków własnych.
Kup, sprzedaj, zamień, znajdź lub daj pracę - ogłoszenia drobne w Życiu Piły »
Zatrudnię osobę (najchętniej uczącą się) do pracy w sklepie motocyklowym.
Mile...
PARTNERZY ŻYCIA PIŁY
O Życiu Piły
Życie Piły jest miejskim serwisem
informacyjnym. Koncentruje się na informacjach z Piły i najbliższej okolicy.
Wszystkie materiały zawarte w serwisie
stanowią własność ich autorów. Powielanie bez
zgody właścicieli jest zabronione.